Forum Zewnętrzne Devortis
Witamy,
Gość
.
Zaloguj się
lub
zarejestruj
.
Czy dotarł do Ciebie
email aktywacyjny?
Wrzesień 07, 2010, 13:05:13
1 Godzina
1 Dzień
1 Tydzień
1 Miesiąc
Zawsze
Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:
Szukanie zaawansowane
Zapraszamy do gry
www.devortis.com
15738
wiadomości w
831
wątkach, wysłane przez
1514
użytkowników
Najnowszy użytkownik:
Dervin
Forum Zewnętrzne Devortis
Fabularna strona krainy.
Walki Fabularne
(Moderatorzy:
Kelair
,
Vouivret
,
Karsus
,
Ariz
)
Turniej I - pojedynki.
Strony:
[
1
]
2
Autor
Wątek: Turniej I - pojedynki. (Przeczytany 1114 razy)
Atuan
Administrator
Płeć:
Wiadomości: 1786
id: 4
Turniej I - pojedynki.
«
:
Luty 27, 2010, 00:55:57 »
I runda:
- Walki w parach;
- Szczęśliwiec pauzuje.
II runda:
- Wygrany z pierwszej pary walczy z wygranym z drugiej pary;
- Wygrany z trzeciej pary walczy z wygranym z czwartej pary;
- Wygrany z piątej pary walczy ze szczęśliwcem.
III runda (finał):
- Walki każdy z każdym;
- Wygrywa osoba, która uzyska 2 zwycięstwa;
- Pomiędzy dwoma pozostałymi Graczami odbywa się walka o 2 miejsce.
Po każdym z pojedynków, MG będą informowali w tym temacie, kto przechodzi dalej. W celu uzgodnienia szczegółów dotyczących walk, proszę się kontaktować z MG (id. 43 lub id. 28). Na walki przeznaczamy sobotę i niedzielę (chyba, że pojawi się jakiś spory problem - możliwe przedłużenie Turnieju o kolejny dzień).
Z pytaniami zapraszam na pocztę. Możliwe, że gdzieś wkradł się jakiś błąd, bądź przedstawiłem coś niejasno.
Zapisane
'Uciekam, więc jestem. A raczej uciekam, więc przy odrobinie szczęścia nadal będę.'
...z umiareM
Imaralius
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 1087
ID 43
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #1 :
Luty 27, 2010, 01:03:13 »
Moje pary:
Erasttin i Allal
Tebryn i Shea
Reszta należy do Nomolosa
Zapisane
Az i Imar - czyli o tych dwóch co zapijali browarem kaca
Nomek Ten Duży
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 684
id 28
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #2 :
Luty 27, 2010, 15:19:17 »
Akceptuje i biorę resztę.
W sobotę będę dostępny dopiero w godzinach wieczornych, niedzielę jestem prawie cały czas. Jeśli coś nie wyjdzie i ktoś będzie pokrzywdzony, przedłużymy jak powiedział Atuan okres walk.
Zapisane
Głupich nie sieją, sami się rodzą
Imaralius
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 1087
ID 43
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #3 :
Luty 27, 2010, 20:29:53 »
Walka Erasttin przeciw Allalowi
Zwycięzca: Erasttin
Cytuj
//Ta, dzięki
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Dziękuje wam za wspaniały pojedynek. Eras przechodzi do nastepnego etapu, Allal wybacz, odpadasz
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Ciało i strzępy Allal zniknęły w chmurze dymu, przeniosły się do sukkuby, Cisza, nagle została przerwana zaś całe trybuny, tysiące ludzi krzyczały głośno i wyraźnie.* Erasttin! Erasttin! *Wszystko drżało, zaś arbiter jedynie słodko się uśmiechnął, patrząc na schodzącego ze sceny barda. O ironio. Krwawa ta scena.*
Allal : *Podcięcie się udało, wstał prędko na nogi uśmiechając się pod nosem. Pierwsze cięcie poczuł na swych plecach, a twarz jego zrobiła się jeszcze bardziej blada niż zwykle. *Zapłacisz...*Wysyczał jedynie przez zęby i padł na ziemię.*
Erasttin : *Nie ruszał się. Był zbyt przerażony by się ruszyć. Wypuścił miecz z dłoni. Jeśli na początku była ona spocona, to teraz jest po prostu mokra. Od krwi wymieszanej z potem. Tak jak i twarz barda. Wypluł krwiaka połączonego z piaskiem, który to dostał mu się do ust gdy człowiek upadał, po podstępnym chwycie elfa. Ze strachem spojrzał na trupa swojego niedawnego przeciwnika. Bard miał wrażenie, że zaraz... cóż, zwróci swój niedawny posiłek. Wnętrzności długouchego były wszędzie! Człowiek ostrożnie wstał, czując że zaraz ugną się pod nim kolana. Trząsł się. Był w szoku. Powoli schylił się, i podniósł swój oblany posoką miecz. Nie ruszał się z miejsca. Bał się. W końcu, ostrożnie, po swoich śladach, niezwykle powoli zaczął schodzi z Areny. Skłonił się lekko w kierunku arbitrów, przyśpieszając. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce. Nie był z siebie dumny. Byle szybciej, byle dalej!*
Mistrz gry Imaralius Baenre:
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Eras zaskoczony ruchem przeciwnika upadł na ziemię, szczęście w nieszcześciu dostrzegł napastnika, który błyskawicznie powstał a potem struga krwi ochlapała lico barda. Wielkie ostrze wysunęło się tuż za plecami Allala tnąc go trzy razy przez plecy. Łucznik momentalnie zemdlał, zaś potężne ostrze schowało się. Kawałki miecha oraz karminowy płyn zabarwiły piasek. Bezwładne ciało upadło. Cisza zapadła na arenie.*
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 14, 6
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Eras rzut na refleks oraz Allal rzut na refleks//
Allal : *Nie zginął? Jeszcze zobaczymy. Elf uśmiechnął się chytrze ukazując swe ząbki człekowi. No tak, ostrze przy tętnicy, a wzrok człeka na twarzy Elfa. A nogi? No właśnie, tóż obok nóg barda, gdyby go podciął, co teraz jest łatwe, ostrze by raniło Elfa po szyi, chyba, że w drugą stronę. Zdecydował, spojrzał jeszcze na ostrzę i machnął energicznie nogą by podciąć człeka, gdy tylko manewr się powiedzie planował szybko wstać na nogi i wskoczyć na człeka przystawiając ostrze swe do głowy przeciwnika.*
Erasttin : *Nie zamknął oczu. Już kiedyś tak zrobił i... nieważne. Stał blisko elfa, jednak nie tak blisko aby tamten mógł zamachnąć się na niego jakimś nożem, czy co on tam trzymał w rękawie czy w cholewie. Opuścił broń, przykładając jej ostrze do tętnicy elfa. Nie będzie ranił leżącego, co to to nie. On nie z takich. Co prawda, mógł po prostu bezczelnie odrąbać długouchemu łeb, i nikt nie miałby do niego pretensji. A arbitrowie już na pewno. Spojrzał w oczy elfa swoimi, szmaragdowymi oczyma, przydeptując jego dłoń, coby nic nie kombinował. Teraz już nie odczuwał strachu. Miał nadzieję że elf również wykaże się honorem. Taka dumna i cnotliwa rasa... Bard zdobył się nawet na lekki uśmiech. Przyjazny... Przynajmniej nikt nie zginął.*.
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Bard zaparł się wykonując cięcie, lecz piasek, który wzniósł na krótką chwilę zabrał mu wzrok, zasłaniając przeciwnika, ostrze rozcięło pancerz przeciwnika, który rzucił się na ziemie plackiem. Teraz Allal leżał na ziemi, na brzuchu. Zaś Eras bokiem do niego z gotowym ostrzem. Tłumy i ich ogłuszający krzyk, wbiły się w uszy obu zawodników, serca waliły im jak młoty, zas młody bard? Drżał jakby na zimnie stał.*
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 2, 4
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Rzut na trafienie Erasa z premią +2 do obrażeń ze względu na rozpęd, -1 do trafienia ze względu na kurz kontra Allal rzut na unik -2 za kurz i małą ilość czasu na unik (strzał z łuku).//
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 6, 12
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Przerzut//
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 15, 15
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Erasttin +2 do uniku ze względu na ukrycie//
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Rzut na trafienie Allal rzut na trafienie +2 do obrazeń (za naciąg) -2 do trafienia za siłę naciągu i bliski dystans przeciw unikowi Erasa//
Allal : *Co on chciał to nie wiedział, ale co zrobił po części widział. Widział jak tumany kuszu zasłoniły widok. Ale miał jeszcze szansę, widząc jakoś przeciwnika przez piach napiął cięciwę jak tylko mu łuk i długość strzały pozwoliło i strzelił, nie celował, chciał jedynie go trafić. Szybko jednak to strzele założył łuk i wyciągnął ostrzę z rękawa cofając się prędko na środek areny by móc co kolwiek zobaczyć. Czarny kolor jego ubranie zbytnio nie sprzyjał ukryciu się, ale dzięki piaskowi i zachodzącemu słońcu dzięki czemu robiło się coraz ciemniej był lekko w lepszej sutyacji od barta, a przynajmniej tak według niego powinno być.*
Erasttin : *Serce zabiło mu szybciej, zaraz po tym jak stanęło na moment. Bard biegł teraz ze zdwojoną szybkością, drastycznie zmniejszając odległość dzielącą go od celu. Wyhamował, opierając się na jednej nodze, wzniecając dodatkowe tumany kurzu. Chciał ciąć na skos przez korpus, szukając szpar między stalowymi płytkami pancerza, po czym przenieść swój ciężar z powrotem na drugą nogę, przybierając stabilniejszą pozycję do zablokowania ewentualnego kontrataku. Miał nadzieję że chwila zaskoczenia, jak i siła biegu dadzą mu wystarczającą przewagę. Był wyższy od elfa, ale to chyba niczego nie zmieniało...*
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Allal czym prędzej napiął łuk i wycelował, tuamny kurzu wznoszone przez barda zaczęły krążyć, strzała przeszyła powietrze, lecz jedynie bard wiedział, iż chybiła. Erasttin był tuż naprzeciw łowcy, dzieliły go jedynie kilka kroków, zaś Allal musiał przejść na walkę mieczem. Tłumy zawiwatowały, zaś całe koloseum wstrząsnął krzyk.*
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 10, 17
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Rzut na trafienie Allal, kontra rzut na unik Eras z karą -1 za bieg.//
Allal : *Stanął bokiem do człeka, a raczej odwrócił się lekko jedynie dobierając dla siebie idealną pozycję do strzałą. Stał lekko pod kątem do człeka, bardziej lewą stronę w jego stronę niż prawą. Załadował strzałę do łuku, naciągnął cięciwę, wycielował jeszcze i puścił. Pierwsza strzała świstnęła powietrze i leciało wprost w głowę człeka. Nie zamierzał długo czekać, chwycił następną strzałę i załadował do łuku. Napiął cięciwę, wycelował i czekał jedynie na następny ruch człeka by prędko póścić strzałę. Oczekiwał nawet najmniejszego ruchu w bok by uniknąć poprzedniej strzały, gdy tylko będzie unik Elf póści strzałę by trafić w człeka.*
Erasttin : *Bard przemierzył już, jak mu się zdawało, znaczną część odległości dzielącej go od elfa, ale to również powodowało to że stał się łatwym celem. Skórznia ograniczała trochę ruchy, jednakowoż możliwe iż uratuje mu życie. Długouchy musiałby być wyjątkowo słabym strzelcem. Skórzane buty człowieka wzniecały tumany kurzu, co mogło spowodować pomyłkę elfa. Jak na razie piasek tylko drapał go w oczy. Był maksymalnie skupiony, a palce (Wyćwiczone po tylu latach gry) mocno zaciskały się na rękojeści miecza, który to trzymał przed sobą, płazem w stronę przeciwnika. Kolejna szansa, że strzała trafi właśnie w to miejsca. Byle dalej, byle dobiec!*
Mistrz gry Imaralius Baenre: Zaczynajcie! Niech zacznie się rzeź w imię Sikha! Walczcie!
Mistrz gry Imaralius Baenre: Zaczynajcie! Niech zacznie się rzeź w imię Sikha! Walczcie!
Allal : *Zachód słońca, czyli już ciemno się powoli robiło, a jeszcze pułapki na arenie były. Nie, Allal nie lubił takich warunków, ani ciemności, ani pułapek, a zwłaszcza połączenia obydwu. Ale słyszał, że przeciwnik jego to bart więc trochę go ta wiadomość pociaeszała. Ale co my tu piszemy o pogodzie i o przeciwniku, mieliśmy się zająć Allalem. A więc Elf tym razem założył coś po za swym klasycznym odzieniem czyli czarną koszulą i czarnymi spodniami. Wygląda taki jak zwykle, czarne spodnie, zielone oczy i z lekka przyblakła cera. Na stopy skórzane czarne buty sięgające mu do kolan z mocnej skóry. Na koszuli po raz pierwszy zbroję miał, jesli można ją tak nazwać, raczej to była skóra i płytki stalowe na niej, brzdękały trochę, ale umożliwiały mu całkiem sprawny ruch. Na plecach zawieszony kołczan z 20 strzałami, a przez ramię zawieszony łuk na którym dłoń Elfa leżała by prędko go dobyć. Spóścił jeszcze trochę głowę patrząc na piasek który depcze wchodząc na arenę. Stanął wreszcie przed miejscem arbitrów i sprawdził jeszcze czy ma przyczepiony do ręki nóż. Uśmiechnął się lekko czując go i kiwnął głową na powitanie arbitrom zdejmując z siebie łuk i łapiąc go, aby móc go załadować i strzelić bez straty czasu. Widząc jednak człeka idącego w jego stronę uśmiechnął się lekko i chwycił strzałę która po chwili wraz z łukiem stanowiła broń jego wycelowaną w barda.*
Erasttin : *Żelazna brama (póki co) dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Bard przełknął ślinę, i napluł sobie na dłonie. Cóż, one i tak były już mocno spocone. Skórzana zbroja mocno przylegała do jego ciała. Człowiek odruchowo ogarnął włosy z czoła. Jeszcze kilka minut, może sekund. Aż w końcu, nastąpiło nieuniknione. Żelazna brama otworzyła się, a przed oczami człowieka stanęła cała arena, wraz z jego przeciwnikiem. Elfem. Długouchym. Obnażył stalowy miecz, wychodząc na Arenę. Wpierw powoli, potem coraz szybciej. Zbliżał się do przeciwnika, lekko pochylony, ostrożnie stawiając stopy. Miał zamiar ciąć przeciwnika w brzuch. A potem, coś się wymyśli. Gdyby tamten strzelał, człowiek miałby chociaż minimalne szanse na odskoczenie. To nie było pocieszające. Graj muzyko!*
Zapisane
Az i Imar - czyli o tych dwóch co zapijali browarem kaca
Nomek Ten Duży
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 684
id 28
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #4 :
Luty 28, 2010, 17:18:31 »
Walka Seldszar vs Ivares
Zwycięsca: Seldszar
Cytuj
Mistrz gry Quewenn :
*Dało się usłyszeć głuche stęknięcie, gdy mag otrzymał kopniaka w splot słoneczny, co już w zupełności pozbawiło go woli do walki, które zresztą umarła o wiele wcześniej, niż nadzieja na wygraną. Mroczny uśmiechał się jak diabeł, przytrzymując cię twe prawe ramię stopą. Miecz uniósł się do ciosu, pikując w dół niczym jastrząb na bezbronną ofiarę, lecz ostrze odbiło się nagle, a mag zdał sobie sprawę...że wciąż żyje.*-Wystarczy! -*krzyknął ktoś z oddali, a wy dostrzegliście że idą w waszym kierunku trzy postacie ubrane w szaty magów, których lica skrywały kaptury. Każdy z magów ubrany był identycznie, a szaty nosiły znak jakieś gildii. * -Koniec walki mroczny, wygrałeś. Panie Ivares proszę z nami. Opatrzymy pana rany.
Seldszar Baenre:
* Nie czekał. Reakcja była natychmiastowa. Uważając na miecz przeciwnika, by go nie zdąrzył dobyć, a gdyby nawet, to by zwinnym uderzeniem miecza wytrącić go. Mroczny przygniótł nogą ręke przeciwnika stawiając na niej stopę, zadając mu przy tej okazji mocnego kopniaka, planował wbił miecz w jego pierś. Dobijając przeciwnika i smakując widoku jego krwi.*
Ivares :
*Cholerny ból. Uzdrowicielem nie był. Zresztą i tak by się nie uleczył. Spojrzał na drowa. Ten czekał, żeby pożreć go. A niech pożre. Mag nic nie robił, Tylko ból kazał mu lekko drgać.*
Mistrz gry Quewenn :
*W momencie, gdy formowała się mgła za plecami mrocznego jego przeciwnik, jeszcze nie całkiem zmaterializowany nie wiedział, że miecznik już zmierza w jego kierunku w pełnym gracji kroku, w odpowiednich momentach robiąc uniki, by w końcu wykonać jeden, przemyślany atak, który był oczywiście flintą, flintą której zamiarem było zmuszenie maga do odskoku i zaniechania rzucania czaru. Gdyby tego nie zrobił, kosmetyczny atak natychmiastowo stałby się agresywnym, którego efekt poczułoby ramie maga. Kolejny piruet, kolejny mobilny skok, który zmylił przeciwnika szybkością i precyzją ruchów. Mag odruchowo rzucił się do przodu, po części z powodu faktu, że coś przeczuwał, po części z bólu jaki zadała mu broń. Miecz nie trafił tam gdzie chciał, a w dodatku zbyt płytko wbił się w ciało mężczyzny. Brakowało centymetrów aby półtorak rozerwał nerkę rzucającego. Mroczny miał teraz przewagę, jego przeciwnik leżał i odczuwał wyraźny, paraliżujący ból w lewej, dolnej części pleców. *
Seldszar Baenre:
*Mroczny podejrzewał, gdzie może znajdować się jego przeciwnik. Momentalnie odwrócił się, korzystając ze swej wrodzonej szybkości i refleksu, dobywając jednocześnie miecza, uginając kolana i obracając się w prawo, robiąc unik. Pierwsze cięcie było doskonale przemyślane. Seldszar wściekle się uśmiechnął. Nagle wydał z siebie przerażający skowyt... Zawył jak bestia, która dopadła swoją ofiarę i zatopiła w niej swe ostre jak brzytwa pazury. Chciał przestraszyć, rozkojarzyć przeciwnika. Pierwsze cięcie było doskonale przemyślane. Celował w prawy bok przeciwnika. Nie! To zmyłka. Dynamiczny, kolejny obrót na zgiętych kolanach, za plecy wroga, przerzucenie ciężaru ciała na odpowiednią nogę i wbicie ostrza w te właśnie plecy, pod łopatkę, prosto w serce. Potem krok w tył, przerzucenie ciężaru ciała na pięty, by w razie nie udanego ataku, w razie potrzeby wykonać blok, korzystając ze swojej prawdopodobnej przewagi w umiejętności walki mieczem. Uważał, że mag nie ma już wyboru, nie zdąży poczarować. Oko mrocznego błysnęło, czekał na ten moment, chciał ujrzeć strumień szkarłatnej krwi.*
Ivares
: *Postanowił nie czekać. Zaczął kumulować energie w koszyku kostura. Powstawała w nim ciemna kula. Coraz większa. Mag uśmiechnął się ironicznie i wypuścił czar w stronę Drowa. Ten przybrał postać błyskawicy i dążył w stronę mrocznego. Iv pochylił kostur i począł się przyglądać, co zrobi Drow.*
Mistrz gry Quewenn :
*Szybko poruszający się mroczny elf był już zaledwie parę metrów od swego przeciwnika, gdy ten zwyczajnie w świecie wyparował, a jedny co mogłeś teraz przeciąć to czarna mgła, która powoli zaczynała się przerzedzać.*
Ivares :
*Wziąć oddechu spokojnie nie mógł, a już go atakują. No nie. Spojrzenie drowa może i złamało by młodego woja, co to krwi nie widział, ale magowi zrobić nic nie mogło. Pokiwał z niesmakiem głową. Ubrany w swą sztę i pelerynę czuł się bezpieczny, czuł otaczjacą go magię. Ale myśleć długo nie mógł, bo już pędził na niego żądny wygranej drow. A to ci dopiero. Zaskoczenie nic nie pomoże. W głowie maga błyskawicznie otworzyła się wyimaginowana księga zaklęć. Teleport. Tak, zróbmy sobie chwilę do namysłu. Kostur w dłoni zadrżał niespokojnie w tempo kroków mrocznego. Ivares uniósł go nieznacznie w górę, próbując przeteleportować się za rozpędzonego przeciwnika. Czarna mgła otoczyła człowieka.*
Seldszar Baenre:
*Seldszar Baenre wszedł na arenę z dumnie uniesioną głową. Na sobie miał jedynie swoje zwykłe ubranie, a więc postanowił walczyć bez swej nietypowej zbroi, która stanowiła pewne obciążenie. Na plecach, w pochwie, umieszczony był dobrej jakości półtorak, przy pasie spoczywał przepięknie zdobiony nóż myśliwski. Drow uniósł wzrok, by patrzeć przeciwnikowi prosto w oczy, by już od samego początku, od pierwszego spojrzenia, zdominować go, złamać go psychicznie, zagnieździć w jego umyśle strach. Na jego licu pojawił się delikatny, paskudny uśmiech. Uniósł dłoń w geście pewnego zwycięstwa. On już rozpoczął walkę... Słona kropla potu niezgrabnym zygzakiem spłynęła po jego karku. Drow zamierzał skorzystać ze swych umiejętności. Ruszył z przyspieszeniem geparda, z wściekłością tygrysa. Poruszał się dosyć szerokim aczkolwiek bez przesady, nierównym slalomem, nieuchronnie zbliżając się do maga. Biegł szybko, lecz czasami przyspieszał, czasami lekko zwalniał. Nie mógł dopuścić by czarodziej trafił go jakimś czarem. Wyrównał oddech... Wdech nosem, wydech ustami. Tego go uczono. Walczył z cennymi sekundami. Posługiwał się wszystkimi zmysłami, by w razie potrzeby próbować zrobić unik, koszystając być może z jakiejś akrobatycznej sztuczki.*
Mistrz gry Quewenn :
*Zimny, ponury wieczór, słońce chyliło się ku zachodowi, pokrywając krainę cieniami, półmrokiem i szarością. Koniec dnia zawsze zdawał się być jego śmiercią, które zawsze towarzyszyło mnóstwo innych śmiertelnych odejść, których mieszkańcy ziem w większości przypadków nie byli nawet świadomi. Czy i dziś poleje się krew? Czy i dziś zginie jakaś istota? To wiedzieli tylko sami bogowie. Dwie postacie spotkały się o tej później porze na piaszczystej, ogrodzonej dokładnie półsferą krat arenie o średnicy dwudziestu metrów, patrząc to na swego przeciwnika to na powoli wydłużające się cienie. Przeciwnik mrocznego elfa był świadomy, że słońce nie będzie dziś jego sojusznikiem. *
Zapisane
Głupich nie sieją, sami się rodzą
Nomek Ten Duży
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 684
id 28
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #5 :
Luty 28, 2010, 19:04:19 »
Walka Bestryn vs Tregan
Zwycięsca: Tregan
Cytuj
Mistrz gry Quewenn :
*Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Celujący w miecznika łucznik, odgłos lecącej strzały i próba nagłego zrywu tłowiem Bestryna w odpowiednim momencie. Zraniona noga i brzuch nie pomogły w tym momencie, zgiołeś się za wcześnie, a nagle poczułeś jak strzał wbija ci się w brzuch z wielką siłą, przebiając zbroje i organy wewnętrzne. Uderzyłeś głową o piaszczystą ziemię, widząc jakieś błękitne światła zmierzające w twoim kierunku. Czy to anioły? Tregan padł na ziemie świadom, że długo potrwa nim znów odda następny strzał...sztylet który miał w plecach mocniej rozciął mu plecy i ból przy napinaniu broni był porażający. Padłeś na ziemię widząc jak magowie ruszając by ratować życie Bestryna, a po chwili również i zwoje zdrowie.*
Bestryn :
*Widzac fakt iz uzbrojoiny jest w łuk i ostatnia strzałę zanim wystrzelił ostatni pocisk podciągnął obie nogi do siebie starając się zakryć większosć swego ciałą całkiem sporymi nagolennikami wykonanymi z dość twardej stali. Resztę starał się zablokować zarękawiami i ewentualnie samym ostrzem. Jeśli to podziała i odbije strzałę to podziałą, jeżlei nie, raczej przegra ten pojedynek. niemniej, jeżeli strzałą zostanie odbita, klinga trzymana w ręku poszybuje otrym końcem w stronę przeciwnika, to pewne.*
Tregan :
*Zawył z bólu, jednak nie był to czas na użalanie się. Powziął szybko łuk i jedną jedyną strzałę, Odłożył ostrze i mierząc w zakrawione miejsce na torsie, wystrzelił strzałę. Teraz mógł tylko przyglądać się, efektom strzału.*
Mistrz gry Quewenn :
*piasek poleciał w kierunku wycofującego się łowcy, który odwracając się w kierunku łuku, nie zdołał zostać oślepionym przez wroga. Jednak inna sprawa była z lewakiem, który może i nie trafił w szyję wroga, lecz płytko utonął w plecach człeka, który z bólu prawie się nie przewrócił. Byliście teraz sześć metrów od siebie, a Tregan miał w dłoniach już swój łuk i kołczan. *
Tregan :
*Rozejrzał się szybko za siebie. Tak, jeśli dojdzie do łuku, wykończy gnojka. Widząc lecący w jego stronę lewak, skoczył w bok, tak, aby znalazł się przy łuku i kołczanie.*
Bestryn
: *Niestety, [syn kobiety lekkich obyczajów] najwraźniej miał obecnie przewagę. Cóż przekręcił się na plecy i chwycił klingę w prawą rękę. Noga pulsowała bólem, nie było mowy o stawianiu jakiejkolwiek wagi na niej. Lewa jednak była sprawna. To co wymyślił, i jak najszybciej postarał się wykonać, to było pokonannie przeciwnika jego włąsną metodą. Lewa noga nadal sprawna kopnęła ku przeciwnikowi piach an tyle wysoko na ile się dało. Czy dojdzie to oczu czy nie to była wielka niewoadmoa. Lewą ręką wyszarpnął lewak z krótkiej pochwy i nie myśląc wiele cisnął nim jako tako celujac pomiędzy pierś a szyję przeciwnika. Co mógł więcej zrobić. Jedyną jego bornią teraz był bastard. Półleżąc czekał na atak [przeciwnika, on atakować inaczej raczej nie mógł.*
Mistrz gry Quewenn :
*mruganie dawało już pewne efekty, znaczy widziałeś jakieś zarysy, kolory i kształty, ale było trudno mówić tutaj o rzeczach pewnych. Słyszałeś kroki i widziałeś, że rusza na ciebie, lecz nie mogłeś określić co w tej wielkiej plamie jest ramienie, a co mieczem. Nie mówiąc już o reszcie szczegółów. Postanowiłeś wykonać unik, mając nadzieje że robisz go w taki sposób, aby nie dać się zranić. Odskakując przeturlałeś się klnąc i krzycząc, gdy poczułeś że ostrze rozcieło ci głęboko prawą łydkę. Wywaliłeś się na piach, którego zresztą najadłeś się co nieco. Ból porażający, lecz jednak lewe oko już nieźle działo.*
Tregan :
*Złapał się mimowolnie za ramię i ruszył w stronę przeciwnika. Tym razem, wyprowadził cios po skosie, z góry na dół. O clinie, dobrze, że miecz był tak lekki, na ile być musiał...*
Bestryn :
*Warknął czując coś na swym brzuchu. Chwała bogu za kolczugę, przyszywanicę i w amirę mocne mięśnie brzucha. POmacał to miesjce lecz nie czując zbyt dużo odskoczył od przeciwnika, nadal starając się mrugać na potęgę by ten pieprzony piasek z oczu usunąć. Ugiął obie nogi, trzmając znów klinge w pogotowiu. Nie zaatakuje zanim widzieć nie będzie, przynajmniej zarysu przeciwnika. *
Mistrz gry Quewenn :
*mruganie dawało efekty, gdyż piasek drażnił i naturalnie oczyszał gałki oczne, lecz działo się to powoli i jedyne co mogłeś zobaczyć to całkowicie niewyraźny obraz. Miotanie się i przeklinanie było twoim błędem, odrobina emocji sprawiła, że za późno postanowiłeś przejść w postawę defensywną i gdy usłyszałeś nadchodzącego wroga, ten wymierzał już uderzenie. Jednak nie byłeś manekinem bojowym i w tym samym momencie wykonałeś jedno, szerokie, dolne cięcie tak naprawdę na ślepo, bo nie miałeś za dużo czasu na przemyślenie. Efekt był dość interesujący, otóż Bestryn otrzymał lekką ranę w brzuch z której sączyła się teraz powoli krew, zaś Tregan otrzymał takowe po prawym ramieniu, tuż przy barku. Obaj odruchowo się wycofaliście, czując siłę uderzenia swego przeciwnika i ból krwawiącej rany. Bestryn miał jedynie szczęście, że zbroja okazał się mocniejsza niż wygladała*
Tregan :
*Widząc zdezorientowanie przeciwnika, uśmiechnął się i natychmiast ruszył szarżą na niego. Rozpędził się do tego stopnia, że prawie zapomniał po co tak pędzi. Tuż przed nim, zatrzymał się gwałtownie i pchnął ostrze, celując w jego brzuch.*
Bestryn :
*Uderzenie choć mocne nie dało zamierzonych efektów. Miał przeciwnik rzucać męsem ze złamanym nadgarstkiem lub przynajmneij bez miecza a tu nic. I piach. Wybiło go to z rytmu. Klingę trzymał teraz w prawej dłoni rzucając mięchem na rpawo i lewo ubliżając swemu przeciwnkowi do siedmiu pokoleń wstecz. Starał sie mrugać i głową potrząsać jak idota by z oczu usunąć nieporządane dodatki. To iż nie widział za wiele do czasu aż piasek zdecyduje z oczu wyjśc kazało mu polegać na słuchu jak i swoim instynkcie. Stanął w końcu w jednym miesjcu zastygając w bezruchu z półtorakiem trzymanym w dłoni prawej przed sobą, z ostrzem skierowanym ku ziemi.*
Mistrz gry Quewenn :
*Bestryn wściekły jak sto diabłów ruszył na swego przeciwnika, który najwyraźniej akceptując zaproszenie do tańca, niczym spragniona uścisku kochanka ruszył mu na przeciw z wyciągniętym w dłoni mieczem. Metr od przeciwnika właściciel benkarta uderzył oburącz dolnym cięciem, wykorzystując parę znaczących elementów. Po pierwsze pęd, po drugie ciężar ostrza, a po trzecie siłę jaką niosło trzymacie go w dwóch łapach. Ostrze Tregana jak i on sam zostali zepchnięci w tył i zmuszeni do ugięcia się pod wpływem siły uderzania. Zamach był mocny, toteż wymierzenie kolejnego ataku wymagało troszkę czasu, czasu który dodatkowo został wydłużony, gdy zobaczyłeś że twój przeciwnik chwyta za piach by nim w ciebie cisnąć. Za wolno się zasłoniłeś i część piasku trafiła do twych oczu całkowicie cię oślepiając. Oczy łzawiły intensywnie, lecz dobrze wiedziałeś że pocieranie tu nic nie da, a nawet może pogorszyć sprawę.*
Tregan :
*Spojrzał z uniesioną brwią na poczynania przeciwnika. Przyśpieszył kroku i jedną ręką, w której miecz dzierżył, próbując parować uderzenie, a drugą powziął piach i spróbował rzucić nim w oczy przeciwnika. Aby na czasie zyskać.*
Bestryn :
*Nie nawidził łuczników i magó. Uważał iż to dupy ostatnie, oszuści i w ogóle tchórze którzy nie potrafią się tłuc. Ale co tam, poglądy na bok, bo właśnie łucznika ma przed sobą, i to z bronią białą w ręku. Miecz znów świsnał w powietrzu układajac się ostrzem do dołu po lewej stronie jego ciała, na wysoości uda. Obie dłonie zacisnęły się na rękojeći a młodzieniec przyspiezył lekko by do przeciwnika wreszcie dobić i wyprowadzić szybki cios z dołu, celując pod ramię i odskoczyć. *
Mistrz gry Quewenn : *łowca postanowił postawić na ilość, nie na jakość, toteż szył z łuku szybko bez większego przemyślenia, czy celowania. Efekt był niezadawalający, głównie dla szarżującego, który musiał już za pierwszym strzałem skoczyć w bok, a następnie szybko uskoczyć w tył, aby ocalić swoją męskość. Druga strzała wbiła się dokładnie przed nim. Tregan jakby nigdy nic, odrzucił broń i powoli się do ciebie zbliżał, a miał na to czas, bo zatrzymałeś się przez te unikanie i dopiero od tej chwili mogłeś znów ruszyć szybkim tempem do przodu*
Tregan :
*Szybko wystrzelił kolejną strzałę i kolejną. Po drugim strzale rzucił łuk na ziemię i wyjął ostrze z pokrowca. Ruszył powolnym krokiem naprzeciw wrogowi z jednoręcznym ostrzem w dłoni.*
Bestryn :
Ty łucznicza pokrako.. *Mruknał do siebie jak najszybciej wyciągajac błyszczącą klingę z pochwy. Dłoń prawa zacisnęła się na rękojeści i zatoczyła świszczące koło w powietrzu. Chłopak wybił się z prawej nogi i jak najszybciej starał sie pokonać dystans dzielący jego a przeciwnika. Na dystans nie ma szans, toteż zmniejszyć go musi jak najszybciej. Sporymi, szybkimi susami sunął ku łucznikowi w międzyczasie unosząc delikatnie miecz. Jeżeli zdąży dobiec do przeciwnika zanim on wykona kolejny ruch, zaatakuje krótkim cięciem znad lewego ramienia. *
Mistrz gry Quewenn :
*Bestryn widział jak jego przeciwnik zakłada nagle strzałę i napina ją błyskawicznie bez większego celowania, toteż szybka reakcja pozwoliła mu na uniknięcie bezpośredniego z nią kontaktu. Walka się rozpoczęła.*
Tregan :
*Na arenie pojawiła się postać mężczyzny. Łuk zawieszony na plecach oraz krótki, jednoręczny miecz w pokrowcu wskaazywał na to, iż mężczyzna magii nie używa. Bez zbędnych zeregieli się gnął po łuk i napiął cięciwe. Wyjął strzałę i posłał ją w kierunku przeciwnika.* Tak, na powitanie.
Bestryn :
*Młodzieniec wysoki na kilka cali ponad sześć stóp wtoczył się powolnie na arenę. Nie pierwszy raz był w tym miejscu toteż zbyt wielkich emocji mu to nie przyniosło. Jedynie adrenalina była na nieco wyższym poziomie niż zwykle, ale to przed każdą walką dało się zaobserwować. Odziany w koszulę kolczą złożoną z przeszywanicy i lekkiej w miarę kolczugi, ciemne nogawice, wysokie skórzane buty i stalowe nagolenniki. Stalowe zarękawia błyszczały nad nadgarstkami. Niby bezsensowny kawałek żelastwa ale uratowały mu życie już nie raz. Pozatym na rękach miał jeszcze czarne skórzane rękawice z błyszczącymi stalowymi ćwiekami na knykciach. Do walki wręcz.. wręcz idealne. Stanął po jakiej chwili blisko środka areny i przeciągnął się, dłoń prawą opierając na rękojeści bastarda wiszącego przy pasie a palce drugiej dłoni wetknął za pas przy którym wisiała też pochwa z lewakiem. Stopą zatoczył mały krąg w piasku, czekając na swojego przeciwnika. *
Mistrz gry Quewenn :
*Mężczyźni czekali przed klatką widząc jak skończyła się ostatnia walka. Mroczny zwyciężył, a ludzkie mag, prawie nie stracił życia przez chwilę nieuwagi i niedocenienie szybkości swego wroga. Zapadała już noc, a wy wymięliście się spojrzeniami ze zwycięzcą, który obdarzył was zuchwałym uśmiechem, a także gestem dłoni pokazującym że podrzyna wam gardła. Odszedł pozostawiając po sobie uczucie grozy, która szybko została zastąpiona dreszczykiem emocji i podniecenia. Magowie wynieśli rannego, zapraszając was na sztucznie oświetloną arenę. Sztucznie? Zamiast słońca parę lewitujących światełek dającym tyle jasności, co kilkanaście pochodni. Byliście już na arenie, czując i słysząc chroboczący piasek pod stopami. Magowie dali wam sygnał, że możecie zaczynać, ciągle analizując walkę, gotowi do interweniowania w razie ryzyka śmierci któregoś z zawodników. *
Zapisane
Głupich nie sieją, sami się rodzą
Nomek Ten Duży
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 684
id 28
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #6 :
Luty 28, 2010, 20:19:11 »
Walka Sulmoth vs Daemoth
Zwycięsca: Sulmoth
Cytuj
Mistrz gry Quewenn :
*szybki obrót i jeszcze szybsze uderzenie stylem otwartej dłoni. Co było szybsze? Gdyby ktoś dokładnie to mierzył pewnie powiedziałby, że cios mnicha, lecz dla obserwujących to magów byli równie szybcy. Uderzy pomogło nawet wypluć strzałkę, która trafiła Sulmotha w ramie, wywołując lekkie ukłucie. Daemoth porażony, praktycznie teraz bezbronny z przerażeniem patrzył jak w jego kierunku nadlatuje grad ciosów. Dwa uderzania dłonią, a także kopnięcie którego efektem było głośne chrupnięcie i wrzask młodzika. Żebra pękły. Mnich wyjął strzałkę z ramienia zastanawiając się co w niej było, lecz nie czują żadnych efektów musiał uznać, że ta najwyraźniej była pusta, ale dlaczego? Czemu miałby walczyć samymi igłami? Magowie teleportowali się na arenę błyskawicznie zajmując się ciężko ranny, a teraz nieprzytomny khotem. Na twoje pytające spojrzenie jeden z nich odparł: * Chciał przemycić nie zarejestrowaną truciznę, usuneliśmy ją ze strzałek.
Sulmoth :
*Nagły atak może i zaskoczył khota, ale ten był już przygotowany. Podczas gdy Daemoth się obracał ku niemu, by wystrzelić z dmuchawki, Sulmoth wykonywał zamach dłonią na mostek Daemotha. Gdyby cios się udał, mnich doprawiłby dwoma ciosami koniuszkami palców, a wykończył to wszystko silnym kopnięciem. Tym razem w mostek.*
Daemoth :
*Klnąc cicho pod nosem, sięgnął po dmuchawkę. Jako, że nie zdążł w nią dmuchnąć, zatruta strzała ciągle w niej tkwiła. Poczuł jego oddech za plecami, odwrócił się, strzelił na oślep. Potem skoczył na brata, wyrzucił świstułę, z poduszeczek w łapach wysunłą ostre pazury, obnarzył kły. To nie była walka. To była gra o przetrwanie. Zresztąco się może stać? Najwyżej zostanie ciężko ranny- bo przecież nie umrze.*
Mistrz gry Quewenn : *Stał spokojnie analizując ruchy brata zresztą dość już paniczne i przepełnione miechanicznymi gestami wywołanymi przez gniew i ból. Czasem nie trzeba było się ruszać, aby uniknąć ataku i tak się stało właśnie w tym momencie, gdyż sztylet poleciał w całkiem innym kierunku, choć pół metra od mnicha. Ten ruszył szybko za swym wrogiem, który ruszył po dmuchawę. Jednak gdy tylko ujął ją w ręcę, uświadomił sobie że przeciwnik jest tuż obok*
Sulmoth :
*Sulmoth postarał się zrobić unik przed nagłym atakiem brata, powinien uniknąć rany. Po uniku mnich stał w miejscu, jednak bardzo uważnie obserwował pole bitwy. Dobre rozeznanie mogło uczynić cuda. Dmuchawka jako kij nie zrobi zbytniej szkody chyba, jednak należało uważać. Nigdy nie wiadomo co może strzelić do głowy narwanego młodzieńca.*
Daemoth :
O cholera...*Piskliwy jęk wydarł się z gardła Daemotha... Wiedział, że jego brat jest szybki... ale aż tak?! O tym nikt nie miał pojęcia... Nie myślał, że dostanie takie lanie, o nie. Raczej przyjacielski, braterski pojedynek. Ale to, co tu się dzieje, nie jest walką. To upokorzenie. Upokorzenie, w dodatku przez własnego brata. Strzaszne. I żałosne. Kotoczłek postanowił jednak jeszcze raz podjąć rozpaczliwą próbę ratowania skóry. Wstał, trzymając się za szczękę. Utrata kła była dla niego haniebna. Pozostał mu jeden sztylet, mimo bólu jaki odczuwał w całym ciele, pozostało mu jeszcze trochę sił. Oddalił się nieco, po czym wziął rozbieg i z wielką siłą rzucił sztyletem w brata. Potem szybko odwrócił się i puścił biegem do miejsca, gdzie leżała dmuchawka- zamierzał jej użyć jako kija.
Mistrz gry Quewenn :
*khot uderzył praktycznie zwijając się z bólu na swego brata, licząc że ten stanie się łatwą zdobyczą gdy teraz leży. Jednak bardzo się mylił, gdy ten jednym szybkim ruchem powstał na równe nogi, a gdy wykonałeś pchnięcie zrobił przewrót do tyłu, kopiąc cię w szczękę. Poleciałeś jak długi do tyłu, lądując twardo na plecach. Żuchwa bolała niemiłosiernie a w dodatku...wyplułeś jeden z cennych kłów. Kręciło ci się z tego wszystkiego w głowie, a w dodatku jeden ze sztyletów wyleciał ci z dłoni i...nie wiedziałeś gdzie jest. Mnich lekko podstakując w miejscu czekał na twój kolejny ruch. Co można było zrobić w obliczu takiej szybkości? *
Sulmoth :
*Sulmoth nie chciał tak zhańbić brata, ale cóż, takie życie. Leżał na piasku, lecz bacznie obserwował braciszka. Gdy ten już chciał zadać cios sztyletem, mnich wykorzystał swą zręczność i szybkość po zdjęciu ciężarków, naprężając się co sił i wykonując przewrót w tył. Przewrót mający w repertuarze kopnięcie Daemotha w szczękę, od dołu. Jeśli to by się nie udało, przynajmniej uniknie spotkania z ostrzami...*
Daemoth :
*Daemoth szybkim ruchem wykonał parę przewrotów. Świstuła wypadła mu z ręki, strzałki poleciały w siną dal, zniknęły w piasku. Plując piaskiem i powstrzymując łzy wstał, nogi mu sięlekko chybotał, ale spróbował opanować to drżenie. Zza pasa wyciągnął sztylety, złapał je tak, by było mu najwygodniej. Ruszył na przeciwnika... a raczej spróbował ruszyć- powolnym krokiem ruszył do przodu. Genitalia go bolały, piekły niemiłosiernie, no ale był już mężczyzną, więc wyprostował się, napiął mięśnie. Teraz był gotów walczyć nawet na kły i pazury. Po zrobieniu paru kroków przyskoczył do brata, planując szybki atak sztyletami- cios lewym sztyetem, potem prawym, piruet i pchnięcie oboma brońmi naraz.*
Mistrz gry Quewenn :
*ciężarki uderzyły ciężko o piasek rozpryskując go na boki, a jeszcze przed chwilą stopami zapadnięty khot teraz śmigał po piasku lekki jak piórki, odbijając się do niego i biegnąc, jakby nie był sypkom substancją. Przy nienaturalnej szybkości Sulmotha przebycie tych kilkunastu metrów było kwestią sekund trzech góra i gdy jego przeciwnik miał już dmuchnąć wykonałeś ślizg po piasku, który zresztą bardzo to ułatwiał, a następnie kopnął wroga w krocze, gdy ten próbował uskoczyć odruchowo. Łzy napłynęły do kocich oczu, gdy cenne klejnoty paliły żywym ogniem, padłeś na ziemię praktycznie bezbronny, choć wciąż świadomy sytuacji i faktu, że twój przeciwnik zaraz wstanie i będzie atakował dalej.*
Sulmoth :
*Bystre oczy khajita lustrowały całą arenę, aż spoczęły na przeciwniku.* Bracie, widzę, że nie stchórzyłeś?! *Dłonie khota zacisnęły się na kiju z wiązu. Przygotowany do wszystkiego, jak zawsze. Fioletowe szaty, pomarańczowa sierść i spokój w oczach.* Ruszamy! *Sulmoth puścił się biegiem w takim kierunku, by nie zmniejszać odległości od brata. Potem bardzo nagle przystanął, odsłonił łydki i... zdjął ciężarki. Ważyły sporo, a ich brak gwarantował całkiem pokaźne przyspieszenie ruchów. Nie czekając dłużej, ruszył do brata. Wyrzucił kij, walczył bez broni. To mu wystarczało. Tuż przed bratem wykonał wślizg w nogi przeciwnika, jednocześnie przygotowując się do kopnięcia, które wyprowadziłby gdyby Daemoth chciał uniknąć ciosu.*
Daemoth :
*Wszedł powolnym, pewnym korkiem na arenę. Ubrany był w to co zwykle- skórzaną zbroję, na którą składały się wygodne i ciepłe skórzane spodnie, utwardzany napierśnik z tego samego materiału i pas, zawieszony nad biodrami, do którego kotoczłek przymocował kołczan ze strzałkami do dmuchawki oraz dwa sztylety. Może był zbyt pewny siebie? Może powinien mimo wszystko przyodziać coś zrobionego ze stali? Jednak wolał mięc zwiększoną mobilność kosztem obrony. Być może to zapewni mu sukces. W ręku trzymał dmuchawkę, z włożoną już do środka zatrutą strzałką, kolejne dwie dierżył w drugiej dłoni. Wszedł na środek areny, ukłonił się- takie już miał zasady, po czym udał się w odległy koniec Areny, skąd mógł z bezpiecznej odległości bacznie przyjrzeć się bratu i jego ekwipunkowi. Czekając na rozpoczęcie walki, przystawił dmuchawkę do ust. Był w pełnej gotowości do oddania strzału.*
Mistrz gry Quewenn :
*Wasze kocie oczy bacznie obserwowały przebieg bitwy, którego koniec był...co najmniej niespodziewany. Mieliście doświadczenie na przyszłość, które może kiedyś się przyda, a może nie? W każdym razie widzieliście jak obu mężczyzn znoszą na noszach z areny a drzwi które jeszcze jakiś czas temu były porządnie zamknięte, ponownie stały otworem zapraszając na piaszczystą arenę, która posmakowała w swoim życiu nie jednej krwi. Waszym zadaniem było zająć jedną stronę areny, a następnie gdy przeciwnik już się tam znalazł rozpocząć pojedynek, które stawka była wysoka, lecz i nagrody niezgorsze. Chwila na koncentrację, na skupienie myśli i ocenienie przeciwnika. Magowie zamknęli wrota, a magowie byli gotowi w każdej chwili interweniować. Walka się rozpoczęła.*
Zapisane
Głupich nie sieją, sami się rodzą
Imaralius
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 1087
ID 43
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #7 :
Marzec 01, 2010, 23:50:05 »
Shea przeciw Tebrynowi
Zwycięzca: Shea
Dowodu nie ma bo z racji problemów z łączem internetowym, Tebryn musiał się poddać walkowerem.
Zapisane
Az i Imar - czyli o tych dwóch co zapijali browarem kaca
Atuan
Administrator
Płeć:
Wiadomości: 1786
id: 4
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #8 :
Marzec 02, 2010, 02:39:54 »
II runda:
Seldszar vs Erasttin
Sulmoth vs Shea
Tregan vs Sillan
Atu mnie zniszczył xD Seldaszar i Erasttin wiedza o czym mówię xDD Dobra biorę Sulmotha i Shee plus Tregana i Sillana.
Zapisane
'Uciekam, więc jestem. A raczej uciekam, więc przy odrobinie szczęścia nadal będę.'
...z umiareM
Nomek Ten Duży
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 684
id 28
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #9 :
Marzec 02, 2010, 15:15:15 »
Biorę Seldszar'a vs Erattina
reszta twoja Imar
Zapisane
Głupich nie sieją, sami się rodzą
Imaralius
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 1087
ID 43
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #10 :
Marzec 05, 2010, 23:53:01 »
Siillan przeci Treganowi
Zwycięzca: Tregan
Cytuj
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Wszystko stało się tak nagle, topór nadleciał wbijając się tuż obok zdesperowanego człowieka. Rana na udzie była w stanie krytycznym, lecz człowiek już na wpół przytomny rzucił się do przodu. Gniew Siillana był teraz jego przekleństwem, poczuł tylko zimny powiew, zaś ludzie na trybunach widzieli jak pochałania go oddech smoka.* KONIEC! Wygrywa Tregan! Wezwać medyków, nie chcemy tu żadnej śmierci.
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 15, 5
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Uniki Tregana i Siillana przeciw zionięciu smoka ^^//
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 14, 17
Mistrz gry Imaralius Baenre: Atak Siillan przeciw unikowi Tregana z karą -2 za ogólny stan.//
Siillan Narwen: *wstrzymał oddech, wiedział bowiem że szybciej sie wykrwawi. Jego wściekłość dala mu siłę do tego ciosu. Przeciwnik leżał jak na talerzu. To musiało się udać. Trwało to części sekund kiedy skierował ostrze topora w ramię przeciwnika. Musiał to zrobić z wielka szybkością.*
Tregan Deraidh: *Miast atakować przebitego przucha, zdrową nogą spróbował podkosić przeciwnika. Wtedy szans nie będzie miał.*
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Adrenalina uderzyła do głowy Tregana ostrze wyskoczyło wbijając się głęboko w brzuch minosa, który stracił dech. Ból zmedlił minosa, lecz szał. Musiał się cofnąć kilka kroków, nie zdołał nadepnąć. Nadleciał smok, wielka niebieska bestia przygotowywała się do zionięcia, miecz tkwił w brzuchu minosa, przebił chyba żołądek.*
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 15, 7
Mistrz gry Imaralius Baenre: Desperacki atak Tregana +2 za pozycjęprzeciw obronie Siillana który ma -3 za pozycje i wielkośc broni.
Siillan Narwen: *tego się spodziewał. Usłyszawszy krzyk cierpienia, wzmocnij się jego gniew. Obróciwszy się szybko spróbował odbić marną próbę ataku, oraz nogą z nadepnąć bolące udo. Nie chciał zabić, nie mógł zabić. Ale zadać tyle bólu aby wygrać. Bogowie mu sprzyjają pomyślał.*
Siillan Narwen: *tego się spodziewał. Usłyszawszy krzyk cierpienia, wzmocnij się jego gniew. Obróciwszy się szybko spróbował odbić marną próbę ataku, oraz nogą z nadepnąć bolące udo. Nie chciał zabić, nie mógł zabić. Ale zadać tyle bólu aby wygrać. Bogowie mu sprzyjają pomyślał.*
Tregan Deraidh: *Wrzasnął z bólu. Nie mógł już ruszać nogą, z powodu rozszerzonej rany. Lecz nie ma zamiaru się poddać. Odrócił się przez lewe ramię i pchnął ostrze celując w brzuch minotaura. Teraz, albo nigdy.*
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Tregan wyskoczył ignorując ból, jego ostrze zatoczyło krąg i zderzyło się z twardym ostrzem topora, nie było szans przeciw sile minosa. Człowiek upadł na ziemię, uderzając kolanami od zimny lód. Ból w udzie wzmógł się, zaś rana rozszerzyła. Minos miał idealną pozycję. A smok w ciągu kilku chwili będzie na miejscu.*
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 10, 18
Mistrz gry Imaralius Baenre: Przerzucamy
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 19, 17
Mistrz gry Imaralius Baenre: Rzut na trafienie Tregan kontra blokowanie Siillan + 2 ze wzgldu na pozycję, większą broń i ogółem solidniejszy jest
)
Rzut kostką k20 1 razy: Wynik: 19
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Tregran rzut na odpornośc na bólu (musisz wyrzucić 14//
Tregan Deraidh: //no problem//
Siillan Narwen: //kk
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Wybaczcie net mi padł//
Siillan Narwen: *zaśmiał się demonicznie widząc taką żałosną scenę. Przygotował się na atak przeciwnika. W jednej ręce trzymał jeszcze kuszę, którą cisną w nieszczęsne uda Tregana, 2 ręką zaś sięgną po topór, którym pragną zablokować cios. Miał przewagę, biegł. Przeraźliwy krzyk gniewu... teraz tylko bogowie wiedzieli co sie stanie*
Tregan Deraidh: *Jęknął z bólu i upuścił łuk. Nie było czasu na użalanie się, z trudem wstał na nogi i wyjął jednoręczny krótki miecz z pokrowca. Biec tak sprawnie nie mógł, więc odpada szarża. Jak uderzy z wysoku, przy wylądowaniu może mieć nie małe kłopoty z wylądowaniem, a wtedy- przechlapane. Jednak zacisnął usta i nie wyciągając strzały z uda ruszył półbiegiem, lekko utykając i jęcząc na przeciwnika. Dwa kroki przed nim przyśpieszył i wyskoczył. Ostrzem wycelował w kark minosa i wylądował dwa-trzy kroki za nim. Upadł przy lądowaniu i wrzasnął z bólu.*
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Pocisk Siilian przeszył powietrze, głuche uderzenie gdy jego przeciwnik strał się uciec, śliska powierzchnia spowodowała, że upadł. Tregan leząc na boku, nie był już w stanie strzeli, pocisk upadł kilka metrów przed minosem, który dostrzegał zblizajacy się na niebie kształt. Teraz dzieliło ich zalediwe kilka metrów. A Tregran czuł ból z postrzału, pocisk tkwił w jego udzie.*
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 14, 11
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik
Zapisane
Az i Imar - czyli o tych dwóch co zapijali browarem kaca
Imaralius
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 1087
ID 43
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #11 :
Marzec 14, 2010, 21:20:47 »
Seldaszar przeciw Erasstinowi
Zwycięzca: Seldaszar
Cytuj
Erasttin : *Nie żył. Nic dodać, nic ująć. Nie wiedział jak to się stało, ale w istocie, nie żył...*
Seldszar Baenre: *Mroczny dyszał i uśmiechnął się, następnie parsknął krwią.* Skurczybyk... *Mruknął pod nosem i skrzywił się. Nie spodziewał się tak trudnej walki. Słaniając się na nogach ruszył w kierunku wyjścia. Nie zwracał już na nic uwagi.*
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Cięcie nadeszło. Uderzyło w bagienną ziemię. Mroczny w kilku susach wyskoczył za plecy trubadura, ostrze rozcięlo plecy barda powalając go na ziemie tuż obok ostrza. Ziemie zabarwiła się na czerwono.* KONIEC WALKI! Zwycięża Seldaszar!
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Eras 1 to krytyczna porażka
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 13, 1
Mistrz gry Imaralius Baenre: (Unik Seldaszara (+2 za pozycję, -2 za ranę) przeciw trafieniu Eras (+4 do obrażeń - 4 za strach, - 2 za cios, - 2 za ranę)
Seldszar Baenre: *Przeszywający ból w klatce piersiowej zaskoczył mrocznego, lecz nie omamił go. To ostatnia szansa... To jest bard?! Pragnął ryknąć ze wściekłości i posiekać go na kawałki. Nie marnował sił na ryk. Robił to co zamierzał i planował wykorzystać do tego maksimum siły i umiejętności. Chwycił mocno miecz a ogień raz jeszcze zatańczył w jego oczach, słone krople potu spływały po hebanowym czole i szyi. Padnij wreszcie grajku, pomyślał. Wykonał błyskawiczny unik w prawo, cały czas na ugiętych kolanach. Planował płynnie przekształcić unik w piruet i ciąć trubadura poziomo przez plecy. Dam radę, jestem synem Labama Baenre, w moich żyłach płynie jego krew... Pomyślał mroczny. I planował dać z siebie maksimum.*
Erasttin : *Riposta. Uderzenie. A raczej cięcie. Przecięcie. Przez mrocznego. Sam bard czuł, że... coś jest z nim nie tak. I to nie było to, gdy nagle nie miał już siły na igraszki z którąś z dziewcząt. To było coś gorszego... W każdym razie, bard zaparł się obydwiema rękami, włożył w to całą swoją siłę, tylko w ten atak. Wiedział że zaraz po nim padnie z wycieńczenia. Cała nienawiść do mrocznej rasy teraz się w nim skumulowała... Musi się udać! Obserwował jednak poczynania dogasającego drowa, uważając na jakiekolwiek ruchy z jego strony. Nie chciał popełnić tego samego błędu co ostatnio... Czuł się... jakby dochodził... Któryś raz z rzędu...*
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Mroczny doskoczył jako pierwszy sztylet wbił się prosto pod żebra barda, miast międźy, tylko dlatego, że morczny musił uciec przed pędzącym ostrzem. Niestety, refleks go zawiódł. Gdy właśnie miał zamiar odskoczyć przed cieciem, bard ciął go przez pierś, pancerz pochłonał cześc obrażeń, lecz mimo to rana przechodziła przez całą klatkę piersiową. Miecz barda był u dołu mroczny w kuckach, zaś sam bard z ugiętym kolanem. Albo bard wyprowadzi ripostę i to szybką, albo posmakuje stali mrocznego.*
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 10, 19
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Rzut na unik Seldaszara ( - 2 za płaszcz, + 2 za akcje wykonywana przez barda [piruet jest wykonywany na poziomie klatki piersiowej, turdno go kontrolować]) przeciw trafieniu Erasa (+ 2 do obrażeń, -2 do trafienia za piruet, -2 za strach [Nie widzisz przeciwnika, efekt psychologiczny maleje] -2 za ranę [zaraz bedzie jej opis]
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 16, 8
Mistrz gry Imaralius Baenre: // Rzut na trafienie Seldaszara ( +2 do trafienia ze względu na małą broń, przeciwnik jest ustawiony plecami [ w czasie wykonywania piruetu]) kontra rzut na unik Erasa (- 4 za strach, +2 za płaszcz)
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 13, 11
Mistrz gry Imaralius Baenre: //W związku z niezdanym testem kara -4 do wszystkich testów fizycznych. Rzut na incjatywe Seldaszara przeciw Erasowi
Rzut kostką k20 1 razy: Wynik: 7
Mistrz gry Imaralius Baenre: //Rzut na strach Erasttina (Skala trudności 12)//
Seldszar Baenre: *Seldszar uśmiechnął się w duchu widząc przewagę psychiczną nad wrogiem. Na razie nie ruszał ostrza, nad którym spoczywał miecz barda, nie pozwolił mu go opuścić... Wykonał krok do przodu, by jak najszybciej zbliżyć się do przeciwnika i dźgnął pod żebro raz jeszcze, następnie ugiął kolana... Planował wykonać dynamiczny piruet za plecy wroga, oddalając się od niego, wyszarpując miecz z pod jego ostrza, trzymając go cały czas w jednej dłoni i nadając mu prędkości przerzucił ciężar na odpowiednią z nóg. Jego sztychem planował ciąć w kierunku ścięgien Achillesa. Następnie kolejne, szybkie dwa kroki w tył, upuszczenie noża, pewny chwyt miecza zarówno lewą, jak i prawą dłonią i w razie czego przygotowanie do bloku, lub kolejnego uniku. Pisz ballady, pomyślał. Gdzie ci na arenę, grajku.*
Erasttin : *Powtórzył kilka razy w myślach pierwszą ocenę sytuacji. Lecz, bynajmniej, ocena ta nie odnosiła się do "mrocznego". O nie... na niego znajdzie się czas i miejsce w balladzie. Jeśli dożyje, aby ją stworzyć... ręce mu się pociły... No cóż... jak to mówią, raz gryzadce śmierć. Bard skoczył na prawo. Nie, to było zamarkowane, zaparł się mocniej na prawej nodze, natomiast rozdarte poły płaszcza, jak łatwo można było przewidzieć, nie zatrzymały się wraz z nim, lecz poleciały dalej, tworząc dziwny, trochę śmieszny kształt. Bard natomiast wybił się w lewo, okręcając się. I piruet. Przez moment nie było widać barda, natomiast bardzo dobrze było widać jego długi płaszcz. Wszędzie. Ostrze mknęło pod płaszczem, po piruecie, ku szyi mrocznego. Trubadur miał nadzieję że ten nie zauważył szybkiego ruchu pod płaszczem, gdy ten również wyciągał ukryty sztylet. A nuż, nie zauważył... Najwyżej go nim dobije. No, ostatecznie draśnie...*
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Ostrze barda zsunęło się po mieczu Seldaszara, sztylet pomknłą w stronę żeber Erasa, lecz ten w szybkim ruchu cofnął się krok w tył, zas ostrze sztyletu rozszarpało jedynie poły jego płaszcza. Teraz obaj przeciwnicy znajdowali się metr od siebie. Ostrze mrocznego znajdowało się pod ostrzem barda, zas sztylet był w pogotowiu. Zimny pot spywał po plecach człowieka, strach wywołany okrzykiem woja, widocznie na niego wpłynął.*
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 2, 17
Mistrz gry Imaralius Baenre: Rzut na atak Seldaszara na atak (- 2 za wykonywania innej akcji w czasie ataku + 1 za oburęczność i mała broń) przeciw unikowi Eras (-2 za wykonywanie innej akcji w czasie uniku)
Rzut kostką k20 2 razy: Wynik: 14, 12
Mistrz gry Imaralius Baenre: Rzut na parowanie Seldaszara (+2 za oburęczność - 1 za bliski dystans) przeciw atakowi Erasttina (-2 za bliski dystanas)
Seldszar Baenre: *Mroczny ryknął jak lew, a jego spojrzenie wyrażało żądze mordu... W głębi nie dopuszczał do siebie myśli, że może go pokonać bard. A może był zbyt pewny siebie... kto wie. Równy oddech. Skupienie. Serce uderzało szybko, waliło w piersi... Drow starał się być również coraz szybszym, nie tracąc na dokładności. Błyskawiczna analiza sytuacji i reakcja. Byli bardzo blisko siebie, trzeba więc z tego skorzystać... Mroczny nie zwiększał odległości. Prawa ręką wystrzeliła ku rycerskiemu pasowi wyszarpując myśliwski nóż, który miał niezauważalnie zatopić się pod żebrem przeciwnika. Prawa dłoń za to, ta dzierżąca miecz miała za zadanie zbić domniemany cios Erasttina.*
Erasttin : *Nie zrobił nawet oddechu. Perspektywa śmierci, która minęła go o włos, a która zaraz miała nadejść ponownie, nie była pocieszająca. A co tam, ojciec Marquee, tej chudej arystokrackiej ździry był gorszym przeciwnikiem... Bard nie zastanawiał się długo. Jako że miecz miał cały czas skierowany czubkiem w przeciwnika, pchnął rękojeść. Miał nadzieję że skutecznie, liczył na element zaskoczenia. Gdyby trafił (lub nie), chciał okręcić się szybko na pięcie, zamaszyście rozchłestując poły płaszcz. Coby zmylić "mrocznego". Chciał tańca, to ma. Cóż, w razie czego mógł odskoczyć. Lub po prostu uciec. Teoretycznie, mogło by to się udać...*
Mistrz gry Imaralius Baenre: *Ostrze mrocznego przecięło powietrze, lecz bard jakby rażony piorunem skoczył w tył unikając "ataku" przeciwnika, mimo wszystko pozycja w jakiej znalazł sie bard (półtorej krok w tył) spowodowała, że pięść Seldaszara jedynie podbiła podbródek człowieka, stawiając obu walczących bardzo blisko siebie.*
Zapisane
Az i Imar - czyli o tych dwóch co zapijali browarem kaca
Moonlight
Ogr
Wiadomości: 32
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #12 :
Marzec 23, 2010, 13:06:16 »
Co dalej z pojedynkiem? Czekam już kupę czasu na kolejny :/ Podobna sytuacja jak w poprzednim. Mój przeciwnik z jakiegoś powodu nie stawił się w weekend kiedy był nasz termin i wygrałam walkowerem. W drugim pojedynku jest podobnie, tylko że teraz takich weekendów minęły ze 3 i nic się nie dzieje.
Moglibyśmy w końcu ruszyć? Tak bardzo nie mogła się go doczekać, a tu [kwiatek]...
BTW
jeśli przypomnienie o Turnieju i o tym, że mimo wszystko ktoś czeka na dalszy ciąg jest nie tu gdzie trzeba to od razu nie krzyczeć
Zapisane
Atuan
Administrator
Płeć:
Wiadomości: 1786
id: 4
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #13 :
Marzec 23, 2010, 14:51:03 »
Turnieje z założenia miały się odbywać raz na tydzień/ dwa tygodnie. Postawa zarówno Graczy, jak i MG sprawiła, że prawdopodobnie jest to ostatni turniej.
W celu uzyskania szczegółowych informacji, odnośnie pojedynków, które pozostały, zalecam się kontaktować z MG id.43.
Zapisane
'Uciekam, więc jestem. A raczej uciekam, więc przy odrobinie szczęścia nadal będę.'
...z umiareM
Moonlight
Ogr
Wiadomości: 32
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #14 :
Marzec 23, 2010, 16:41:13 »
Z tego co ja wiem to pisał do jakiegoś Kanclerza (wybacz, ale ja jeszcze nie zawsze się orientuję tutaj co i jak, więc może pisał do Ciebie, choć nie jesteś jedyny) z pytaniem co zrobić z moim pojedynkiem. Nie dostał odp. To było kilka dni temu. Nie wiem czy ją dostał... Przynajmniej mnie o tym nie powiadomił.
Ja naprawdę chętnie bym sobie w końcu zagrała, a plotki niosą, że w zasadzie czeka się tylko na rozwiązanie mojego pojedynku.
A co do postawy graczy. Nie wiem o czym konkretnie mówisz, ale domyślam się, że chodzi o niestawianie się w weekendy na pojedynki. Może po prostu warto krótko i na temat? Jeśli jedna strona wiecznie nie ma czasu to przechodzi ten gracz, który choćby próbował się umówić?
W chwili, gdy oboje nie mogą lub dogadają się z MG, który też ma własne życie to pojedynek jest przekładany, tak że odbędzie się w ciągu tygodnia? Ale wtedy za zgodą wszystkich, łacznie z graczami i mg? Jeśli nie decyduje rzut kostką który przechodzi dalej? Czy coś takiego?
Zapisane
Ivares
Gazeciarz
Płeć:
Wiadomości: 336
ID 848
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #15 :
Marzec 23, 2010, 18:49:21 »
Kurcze, może zróbmy tak, że 1 walka w sobote, 2 w niedziele, 3 w pon ew 4 we wtorek No bo jak inaczej? A jak ktoś nie ma czasu, no to sory, moze innym razem.
Zapisane
Interchanging mind control
Come let the revolution take its toll if you could
Flick the switch and open your third eye, you'd see that
We should never be afraid to die.
Agg
Gazeciarz
Płeć:
Wiadomości: 308
296
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #16 :
Marzec 23, 2010, 19:56:33 »
A jak MG nie ma czasu? Nie no, tuż po ustaleniu kto kogo sędziuje osoby powinny skontaktować się z sędziującym MG i ustalić termin.
Zapisane
"Zostałeś mimem bez głosu, taki symbol twego losu..."
Moonlight
Ogr
Wiadomości: 32
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #17 :
Marzec 23, 2010, 22:41:38 »
Nie ma sensu ograniczać terminu do jednego dnia. Mam rezygnować z nauki do koła, bo Turniej? Weekend, albo ew tydzień to szansa i dla Mg, który ma własne życie i dla graczy. Tym bardziej, że w ciągu tyg mogą zostać rozegrane np wszystkie walki z pierwszego etapu.
Rozchodzi się głównie o to, że czekanie 3, może nawet 4 tydzień od terminu, który był w teorii na moją drugą walkę i gdzie ja co jakiś czas się przypominam i nic się z tym nie robi jest trochę nie fajne. Tym bardziej, że mój partner blokuje, nie ja.
A chyba tylko już na naszą walkę się czeka aby ruszył Finał, więc naprawdę nie jest źle. Nie widzę powodów do denerwowania się
Zapisane
Imaralius
Mroczny Paladyn
Płeć:
Wiadomości: 1087
ID 43
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #18 :
Marzec 23, 2010, 23:00:53 »
Gelare jest mało zainteresowany pojedynkiem i tutaj przychylam się do tego, nie można się stawić na pojedynku - innym razem weźmiesz w nim udział.
W ten sposób:
Do finału przechodzi Shea i Seldaszar. Z obiema osoba skontaktuje się. Wątek zamykam bo to nie miejsce na dyskusje. MG będą go otwierać, gdy będą dodawać nowe posty.
EDIT:
I oczywiście Tregan. Datę omówimy po mojej wywiadówce ;p
Zapisane
Az i Imar - czyli o tych dwóch co zapijali browarem kaca
Atuan
Administrator
Płeć:
Wiadomości: 1786
id: 4
Odp: Turniej I - pojedynki.
«
Odpowiedz #19 :
Kwiecień 26, 2010, 11:37:26 »
Minął miesiąc. Rozumiem, że ustalenie daty finałowego pojedynku to bardzo skomplikowane, czasochłonne i niewdzięczne zadanie, ale... może jednak? Przez fakt, że Turniej I nie został dokończony, nie mogę rozpocząć kolejnego - Gracze nie otrzymują PK, a w grze już praktycznie nic się nie dzieje. Prosiłbym o kontakt, Imar.
Zapisane
'Uciekam, więc jestem. A raczej uciekam, więc przy odrobinie szczęścia nadal będę.'
...z umiareM
Strony:
[
1
]
2
Skocz do:
Wybierz cel:
-----------------------------
Od Władz
-----------------------------
=> Info dla Użytkowników
=> Bany na Forum
-----------------------------
Życie w krainie
-----------------------------
=> Pomoc
=> Konkursy
=> Zażalenia
=> Rangi
=> Uwagi do Urzędników.
-----------------------------
Fabularna strona krainy.
-----------------------------
=> Losy Mieszkańców.
=> Walki Fabularne
=> Sesje - Propozycje.
=> Zapisy na Sesje
=> Sesje wolne
=> Sesje - pomoc.
=> Archiwum
-----------------------------
Gmach Redakcji Gazety.
-----------------------------
=> Administracja Gazety.
=> Od Czytelników.
-----------------------------
Zmiany
-----------------------------
=> Pomysły
=> Pomysły - Archiwum
=> Błędy
-----------------------------
Inne
-----------------------------
=> Wasza Twórczość
=> Offtopic
-----------------------------
Archiwum
-----------------------------
=> Archiwum
Ładowanie...