Forum Zewnętrzne Devortis
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?
Wrzesień 05, 2010, 04:13:23

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane
Zapraszamy do gry www.devortis.com
15674 wiadomości w 827 wątkach, wysłane przez 1514 użytkowników
Najnowszy użytkownik: Dervin
* Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
+  Forum Zewnętrzne Devortis
|-+  Fabularna strona krainy.
| |-+  Sesje wolne (Moderatorzy: Kelair, Vouivret, Karsus, Ariz)
| | |-+  Pogromcy - Sesja
Strony: 1 2 [3] Do dołu Drukuj
Autor Wątek: Pogromcy - Sesja  (Przeczytany 997 razy)
Sionmar
Nekromanta
***
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 61


ID 744


« Odpowiedz #40 : Czerwiec 19, 2010, 23:28:55 »

Paladyni przed pójściem do snu zebrali się jeszcze w ruinach świątyni. Przynieśli tu wszystkie ciała i posypali je znalezionymi solami. Na wszelki wypadek zużyli tylko połowę, reszta bowiem może się przydać później. Sionmar stanął przy zrujnowanym ołtarzu i odprawił rytuał oczyszczenia świątyni. Użył do tego kadzideł, z którymi kilka razy okrążył ołtarz splugawionej świątyni. Po rytuale wszyscy trzej odmówili litanię do Dziecia Clina oraz modlitwę dziękczynną.
Mieli położyć się spać, Sionmar jednak nie wiedział co wydarzy się tej nocy i chciał mieć pewność, że jego uczniowie umieją chociażby miecz trzymać. Pokazał im dwie najważniejsze postawy bojowe, jedną ofensywną i drugą obronną. Nauczał ich także technik pchnięć bronią jednoręczną. Sięgnął jeszcze kawałek pergaminu i naszkicował na nim standardowe zagrywki taktyczne po czym rysunki przekazał uczniom. Andelion poszedł spać. Młodzi uczynili tak samo, pierwej jednak dokładnie przestudiowali dany im pergamin.
Zapisane

SmileySmiley
Gandalf
Ogr
**
Wiadomości: 31


« Odpowiedz #41 : Czerwiec 20, 2010, 08:59:44 »

Od kiedy utłukli biednego Feniksa ciężko to znosił. To była przecież jego wina. A na dodatek zapomniał się i przez niego mogli wszyscy zginąć. Chodził tylko za grupą, oddalony od nich dość bardzo żeby nie prowokować ich do bójki. Tyle się ostatnio teraz działo że młodzieniec zupełnie zapomniał o skrzyni. A przecież teraz leżała w wozie, otwarta już czując bliskość swojego mistrza, smoka. Skrzynia otwierała się tylko w obecności tego gada. Idąc tak smutny i spokojny usłyszał jakiś płacz. Westchnął i domyślił się co się dzieje. W miejsce wypadku doszli w bardzo mizernym tempie. Stał jednak cały czas na uboczu, i nie reagował na komentarze drużyny. Kiedy mężczyzna powiedział o tym że może przeszukać teren lub pracować, wybrał to pierwsze. Zaczął przeszukiwać piwnice, do kościoła się nie zbliżał. Jedyne co znalazł to trochę jedzenia, jak z grilla, i owoców, trochę zepsute były. Kiedy już zaczęło się ściemniać wdrapał się na jedyne w pobliżu drzewo, usiadł i zasnął w tej niewygodnej pozycji.
Zapisane
Karsus
Moderator
***
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 214

ID: 60


« Odpowiedz #42 : Czerwiec 20, 2010, 18:15:04 »

Z ulgą przyjął decyzje Nomolosa. Kiedy ten zakończył odprawę, Keldan ruszył w stronę wozu, aby zabrać swoje rzeczy. Kiedy miał już na ramionach plecak, a w ręku broń, bez pośpiechu skierował się do jednej z chat. Odkrył jednak, bez zaskoczenia, że smród spalenizny wcale nie miał zamiaru szybko opuścić jej wnętrza i sen w ruinach raczej nie rokował dobrego odpoczynku. Nie zastanawiając się długo, mężczyzna minął więc pozostałe chaty i skierował swe kroki do lasu. Ponieważ pogoda dopisywała, nie musiał przejmować się temperaturą. Położył się kilkadziesiąt metrów od wioski, opierając się o szeroki pień drzewa. Niewielka polanka okazała się miejscem jakiego potrzebował, a słońce sprawiło, że w ciągu kilku chwil pogrążył się we śnie. Swój ekwipunek zrzucił w jedno miejsce, a plecak położył pod głową. Drzemka ta miała trwać ładne kilka godzin, o ile nikt mu w tym czasie nie przeszkodzi. Łowca bestii zdołał wyrobić sobie bardzo czujny sen, dlatego też niełatwo go było zaskoczyć nawet po tak intensywnie spędzonej nocy jak ta miniona. Poza tym musiał wypocząć, jeżeli miał być przydatny, a miał wrażenie, że jedynie na przydatności opiera się grupa stworzona przez krasnoluda. Wszak po co dzielić się łupem z kimś niepotrzebnym?
Zapisane

ID: 60
Nasten
Smoczy Żuk
******
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 167


ID : 547


« Odpowiedz #43 : Czerwiec 21, 2010, 11:47:11 »

Wszystko szło jakże po jego myśli. Spalone ciała, łuski, krew i proch, wydawało się, że nic nie stanie mu na przeszkodzie by smok zakosztował mocy maga, by agonii smak poczuł, jednak Ci durni paladyni jak zwykle weszli mu w paradę. Niech ich piekło pochłonie, zawszone świętoszki. Z przebłyskami nienawiści przyglądał się temu co wyczyniali, przez nich czeka go dodatkowa robota o ile w ogóle jeszcze do czegoś się przydadzą truchła. Zaklął jeszcze raz w duchu, na rycerzyków zbierających się w świątyni, dobrze baaardzo dobrze, łatwiej będzie ich wszystkich się pozbyć za jednym zamachem, szybko jednak odrzucił myśl o mordowaniu ich....teraz. Poczeka do starcza ze smokiem, poczeka, bo jest cierpliwy. Po dotarciu do jakiej chaty, tej z nieruszona piwnicą, postanowił się tam ulokować, przy okazji uzupełniając zapasy żywności, jak i napitku. Głód zaspokojony, pragnienie także, chłód w piwnicy panujący był jakże przyjemny, zaś smród spalenizny mało wpływu miał na niego, pomimo silnego atakowania nozdrzy. Jednakże po kilkunastu minutach postanowił wypełznąć na powierzchnie,ucznia pozostawiając w spokoju, pójdzie z nim to pójdzie nie też dobrze. Teraz jego myśli kierowane były gdzie indziej, ku komuś kto dowodził tym wszystkim, aczkolwiek nim ruszył z miejsca, wzrok wbił w świątynie i nocujących tam rycerzyków. Nie do końca wyzbył się pokus, żądzy zabijania, jakie kierowane były ku nim oraz pomysłu zabicia ich jeszcze tej nocy. Słonce prawie zaszło, a wraz z jego ostatnimi promieniami Nekromanta skierował się ku miejscu gdzie koczowała reszta z wozami. Kroki stawiane wolno, płaszcz szeleszczący nieznacznie przy każdym z nich, białe ślepia wbite przed siebie, zasuszona główka dyndająca na końcu kostura, dziwnie milcząca. Nie minęło wiele czasu kiedy dotarł tam gdzie chciał. Odszukał brodatego, nie do końca wiedząc czemu miałby z nim rozmawiać, lecz mimo to podszedł do niego. - Wiele myśli zaprząta mój umysł, wile tez kwestii mnie trapi, lecz tylko z jedną może dwiema przyszedłem - słowa wypowiedziane, nieco ciszej aniżeli normalnie, chyba wolał aby to co powie, pozostało tylko miedzy nimi - popraw mnie jeśli się myle, lecz czy nie zmierzamy ku ruinom Zakonu i czy przypadkiem ten gad, którego tak pragniesz ukatrupić nie jest pozostałością po nich ? - ślepia wbite w krasnala, wyczekujące odpowiedzi, reakcji jakiej. Nie wiedzieć czemu o to pyta, dlaczego akurat o to ?. Cóż jak na razie tajemnica to pozostanie.
Zapisane



Deffo było, jest ale czy będzie.....to czas pokaże, ja zaś tymczasem czmycham sobie stąd, miłej gry Cukieraski ^^ a i byłbym zapomniał, świnki Chaosu pozdrawiają urzędników ^^
Clemeral
Gwardzista
*
Płeć: Kobieta
Wiadomości: 22


ID 1523


« Odpowiedz #44 : Czerwiec 21, 2010, 12:44:07 »

Nie doczekała się reakcji jakiej godnej ze strony ojca na swoje domysły z których duma przepełniła jej umysł młokosa… Cóż… kolejna nauka na przyszłość. Zła na siebie, że głupotami głowę zajmuje po gadaniu ojca zebrała swoje manele i walnęła się w trawie nieopodal miejsca w którym przed chwilą wszyscy stali. Nomolos wróci pewnie tutaj i nie będzie musiała latać jak tylko gębę rozedrze żeby wszystkich na powrót zwołać. Nie wiedziała ile spała, jednak ciało i umysł zaznały nie małego ukojenia przez tą drzemkę. Obudził ją, tak jak obstawiała wcześniej ryk ojca. Z uśmiechem podniosła się z trawy, odzienie otrzepała z siana, włosy nawet wygładziła i podeszła żeby wysłuchać co tez staruszek ma do powiedzenia. Głód dawał jej się ostro we znaki, toteż z ulgą przyjęła po chwili rozkaz ojca, żeby poszukać schronienia po piwnicach, od kiedy tu przyszła miała postanowione za jakąś strawą się rozejrzeć tudzież za napitkiem, jakiego zapas dramatycznie się jej kończył. 
Po przejściu kilku zapyziałych chat, śmierdzących nie tylko spalenizną ale i brudem i ubóstwem znalazła porządnie upaloną ale i na pierwszy rzut oka porządniejsza od pozostałych. Odgrzebała zejście do piwnicy zapaliwszy uprzednio gont jaki przy owym wejściu znalazła, zeszła w dół po kilku śliskich schodkach i rozejrzawszy się dookoła zaklęła siarczyście ze szczęścia! Beczka z winem, wiszące u sufitu kiełbasy, boczki i czego tylko dusza zapragnąć może… pierwsze co zrobiła, to urwała pęto kiełbachy i pochłonęła je z prędkością za którą matka pewnie nieźle by ją zganiła. Wypełniła bukłaki rumem, wina popróbowała, po czym wrzuciła do torby trochę mięsiwa i garnuszek smalcu z pięknie pachnącymi skwarami. Złapała największa butlę z czymś co chyba piwem się okazać miało i poleciała do ojca. Wokoło było już cicho. Reszta zamelinowała się po okolicznych piwnicach, z ruin świątyni dobiegały nabożne głosiki rycerzyków… co do których ojciec miał chyba plan, którego wyobrażenie wyciskało uśmiech wredny na jej twarzy. Już zbliżała się do wozów staruszka, już gębę otworzyć miała zobaczywszy jak stoi doń plecami odwrócony, kiedy podszedł nekromanta. Ze zmrużonymi oczami wysłuchała tego co rzekł ojcu, a dreszcz przeszedł po całym jej ciele.
- Psia dupa! Wiedziałam, że to jakiś syf z tym gadem ale Zakon!? –wypaliła bez zastanowienia i przytkała usta ręką wypuszczając butlę z piwskiem, która szczęśliwie na trawę opadła nie rozbijając się. Wlepiła oczy w ojca i nekromantę, spodziewając się średniego zadowolenia z ich strony, że słuchacza mieli, ale co tam. Co się stało to się nie odstanie. Podeszła bliżej wlepiła ojcu w ręce zdobyczne piwo i zaczęła wygrzebywać z torby kiełbachę. Podrzuciła kawałek nekromancie i rzekła do ojca:
- Edrra byłaby ze mnie dumna, dbać mi o Ciebie kazała. W nosie Cię miałam bo swojej dupy musze pilnować ale jak mogłam Ci nie przynieść tego co znalazłam. Jedz ojczulku bo schudniesz i kto Cię później w chałupie wykarmi? Myślisz, że jaśnie blady nekromanta ma rację z tym zakonem? –zapytała na koniec z ustami wypchanymi solidnym kawałkiem pachnącej jak demony kiełbachy i spoglądała wyczekująco raz na ojca raz na maga.
Zapisane

Wiedzieć (wiele o kobietach) to nikt nie wie, ani Freud, ani one same, ale to jest jak elektryczność, nie trzeba wiedzieć, jak działa, żeby cię kopnęło.
Nomek Ten Duży
Mroczny Paladyn
**********
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 684


id 28


WWW
« Odpowiedz #45 : Czerwiec 23, 2010, 10:48:20 »

Rozdział VIII - Koszmary


Przenoszenie ciał zajęło sporo czasu, tak jak i rozpoznawanie czy to, co niesiecie jest ciałem, czy jedynie zwęglonym kawałkiem drewna. Patrzenie na zwęglone trupy nie było przyjemne, a co dopiero przenoszenie ich, wciąż dymiących, śmierdzących i lekko się rozpadających w dłoniach. Twoi pomocnicy, giermkowie wyraźnie się brzydzili, jakby zapominając, że kiedyś to mogli być dobrzy, piękni ludzie. Naliczyliście około osiemdziesiąt ciał po za kościołem do tego dziesięć w nim. Razem dziewięćdziesiąt ofiar ziejącego ogniem okrutnika, który nie miał litości ni dla starszych, ni dla dzieci, a tych ostatnich było prawie połowa. Całemu procesowi przenoszenia, a później błogosławieniu ofiar dopomagał jeden z ocalałych mieszkańców, a zarazem nasz przewodnik do tego miejsca. Rytuał oczyszczenia z plugawej energii trwał znacznie dłużej, niż myślałeś. Tak jakby energia była żywą istotą i nie chciała się stąd wynieść. Żałowałeś, że nie poświęciłeś więcej nauk i życia studiując kapłańskie rytuały i zaklęcia, które mogłyby być znacznie skuteczniejsze w obecnej chwili, ale nie byłeś kapłanem, lecz bożym wojownikiem. Wyczerpany, lecz zadowolony zakończyłeś dzień krótkim treningiem z twymi braćmi zakonnikami. Nigdy sen nie był taki kojący.
Nauriel znalazł w piwnicach prócz jedzenia dość sporo własnej roboty alkoholi, trochę rzeczy osobistych, lin, wiader, prostej broni i skrzyń, które najwyraźniej nie przykuły jego uwagi, bądź zainteresowania. Obchód był nudny, lecz odczucie nudy z trudem przybywało do twego umysłu, gdy pojawiała się świadomość z jak potężnym i nieobliczalnym przeciwnikiem macie do czynienia. Jego obecność była doskonale znana, lecz ty wyczułeś jego ognistą naturę, gniew i chęć spalenia świata. Była to przerażająca perspektywa, lecz z tymi myślami, jak i innym zaprzątającymi twój umysł musiałeś położyć się spać. Nie trzeba było wspominać, że na gałęzi było zimno, wietrznie i strasznie niewygodnie.
Uczeń nekromanty wyczuwał złość i chęć mordu swego mistrza, a także zdumiewającą siłę woli, która pozwoliła te pokusy zepchnąć na bok. Towarzyszył mu studiując i ucząc się fraz zaklęć na pamięć, zaklęć, które może niedługo uratują mu życie. Nekromanta jakby, nigdy nic ruszył do miejsca, gdzie odpoczywał, a właściwie gdzie siedział i analizował mapę krasnolud. Palił sobie spokojnie fajkę, co jakiś czas pijąc coś z sporego bukłaczka. Nie prędko podniósł na ciebie wzrok i równie szybko odpowiedział na twoje pytania, żując ustnik fajki. Najwyraźniej trawił twe słowa, starając się dobrać odpowiednią, satysfakcjonującą cię odpowiedź. Gdy był już pewien, że jego ludzie ruszyli w kierunku ruin, na tkz zwiad, wypowiedział swoje pierwsze słowa.
-Ciekawyś, co? – Wypił kolejny łyk, a po jego minach miał tam coś naprawdę mocnego. Na tyle mocnego, że wykrzywiało mu mordę i na tyle mocnego, że pił to małymi łykami. Poczęstował cie, widząc jak się na niego gapisz.
-Słuchaj. Pewnych rzeczy nie dopowiedziałem, ponieważ zepsułoby to niektórym krew. Jednak te informacje nie mają wielkiego znaczenia w bitwie. Smok jest hodowany, wyuczony i wytrenowany. Ktoś wpoił mu również nienawiść do Clina i najwyraźniej nauczył kilku czarów. Normalny smok nie potrafi splugawić ołtarza, a ślady nie pokazują na obecność jego pomocników, czy sług. Świadkowie jednego z jego mordów mówili, że miał na łuskach wypalony znak Sikha. Pewnie zrobili mu to kwasem, ale nie jestem specem od znakowania bydła. – I tu szczerość krasnoluda się skończyła. Pewne informacje i zamiaru, które jeszcze kłębiły mu się w głowie, zachował dla siebie. – Coś jeszcze? Czeka nas niedługo ciężka batalia, przydałoby się być w pełni sił. – Głos córy go uciszył, a wzrok przenosząc na bladego oznajmił, że to koniec dyskusji na dziś. Nie wiedział ile jego przyszywana śliweczka słyszała, o tym smoku, ale czasem lepiej o pewnych rzeczach nie wiedzieć, gdyż morale i niewiedza bardzo się lubią. Gestem dłoni zachęciłby kobieta przyszła bliżej, następnie wstał, odłożył fajkę i mocno ją do siebie przytulił. Trzymał ją tak w uścisku milczącym dłuższą chwilę, klepiąc ją po plecach i pośladkach po ojcowsku. – Dobrze cię mieć przy sobie. Życzę wam dobrej nocy. – Odparł do nekromanty, wracając pełną uwagą do kobity. – A no tak, żarełko. – Wcinał bez opamiętania to co dostał, uśmiechając się lekko między kęsami. – Nie takie dobre jak nasze domowe, ale lepsze niż te racje żywnościowe, suszone mięso i owoce, yhh. Dziękuje, dobrze mieć cię przy sobie. I nie przejmuj się tym, co usłyszałaś. Rozgromimy go, nim zdąży cokolwiek zrobić. –Przyjrzał ci się jakoś dziwnie, jakby oceniając twój wygląd pierwszy raz w życiu. – Hm stara się robisz kurna mać. Chłopa byś znalazła! Gotowałabyś mu, zrobiła dzieciaki takie szurnięte jak ja mam i byś była kruca szczęśliwa w trzy dupy. Normalnie po tym smoku to już emerytura…definitywnie. –Po skończonym posiłku, odbytej rozmowie i krótkim spacerze udał się na odpoczynek, zasypiając w jednym w wozów. 
Wszystkiemu w oddali przyglądał się Keldan, jeden z wyjątkowych samotników wyprawy. Ciekawiło cię, o czym tak dyskutują ludzie zgromadzeni na skraju lasu, przy którym rosło drzewo Nauriela. Jedno słowo nie dało ci spokoju, a które mogło wielu wyraźnie usłyszeć. Zakon.
Nic nie zakłóciło waszego odpoczynku, a noc zdawała się być tutaj cichsza i spokojniejsza od innych, jakbyście spali w jakimś martwym punkcie. Do tego ten zapach spalenizny, groza spotkania ze smokiem i zimne powietrze wiejące ze wschodu. Dłuższy sen obfity był w sny.
Sionmarowi śniło się, że jedzie na czele olbrzymiej, jaśniejącej w pełnym słońcu armii rycerzy, niezliczonej kawalerii, której tarcze i szaty odznaczały się symbolem Clina. Walczyliście z czarną jak noc armią rycerzy i bestii, których zło i zepsucie było widoczne jak na dłoni. Była to ciężka i krwawa batalia, lecz nie czułeś strachu ni bólu, gdyż twój Pan był z tobą, a jego ojczyna dłoń dodawała ci sił. Nagle wszystko znikło, zrobiło się ciemno i cicho. Cicho? Słyszałeś jakieś stukanie, które nabierało na mocy i szybkości. Dopiero po chwili zorientowałeś się, że było to twoje serce. Twój miecz zalśnił jasnym światłem, a ty zorientowałeś się, że nie jesteś tu sam. Widziałeś wokół siebie dziesiątki, setki, tysiące trupów, rycerzy w bieli i czerni, a ty sam. Sam na polu bitwy ogarniętej wiecznym mrokiem. I ten głos:
 -Zawiedziesz - zły, przesiąknięty sadyzmem i mocą głos. Obudziłeś się oblany potem.
Nauriel miał o wiele przyjemniejsze sny. Biegałeś sobie w lekkich szatach po łące, w promieniach letniego słońca, rozkoszując się zapachami lata i zieleni, której było tutaj w bród. Wykąpałeś się w strumieniu, nazbierałeś jagód i grzybów, które później z radością konsumowałeś przy rozpalonym magią ogniskiem. Było tutaj tak spokojnie, przyjemnie i miło. Tylko jakoś nudo, samotnie.
-Jesteś stworzony do rzeczy wielkich. Nie ukrywaj swojej mocy, nie służ słabym. Tym, którzy powinni pełzać u twych stóp…- Dziwny głos, niby straszny, ale jakby znajomy i przyjemny. Pełen mocy. Mocy, która zaczęła przepełnia twe ciało, było to takie rozkoszne uczucie. Gdy otworzyłeś ponownie oczy widziałeś cały las skąpany w płomieniach, płonące zwierzęta na próżno biegnące przed siebie, by później umrzeć w cierpieniu. Wszystko zwęglone, zniszczone i martwe. O dziwo obudziłeś się wypoczęty.
Clemeral miała równie dziwny sen, w którym gotowała w kuchni ze swoją matką, przyglądając się kłótni braci z ojcem przy stole jadalnym. Była to taka przyjemna, swojska atmosfera. Wręcz czułaś ten emanujący spokój, dobroć i miłość. Nagle coś się zmieniło, twój ukryty zmysł niebezpieczeństwa szalał, lecz jedyne, co zaobserwowałaś to zmartwione spojrzenie Edrry. – Coś się stało córuś ? – Wtedy stół wybuchł płomieniami, odrzucając całą męską część rodziny, a w miejscu wybuchu pojawił się nikt inny, lecz ten sam nekromanta, który towarzyszył wyprawie ojca. Zielone światło wypełniło jego dłonie, a twoje uszy krzyki agonii, gdy twoi bracia, jeden po drugim poczęli ginąć na twoich oczach. Nomolos uskoczył przed zielonym promieniem, teraz rzucając bez broni na maga, aby udusić go dłońmi. W jednej chwili zamienił się w żywą pochodnię, gdy jego ciało wybuchło płomieniami. Widziałaś jak cierpiał, jak bezskutecznie próbuje zgasić ogień, a następnie dalej próbuje zabić nekromantę, by ratować resztę swej rodziny. Umarł w agonii. Następny czar, włócznia z kości poleciał na szarżującą, pełną łez matkę, która z patelnią ruszyła na ślepo na mordercę jej rodziny. Próbowałaś ją zasłonić, ale nie udało ci się tego zrobić na tyle szybko.
-Śmierć, bezradność, rozpacz.. – Mówił nekromanta, lecz jego głos był całkiem inny, znacznie bardziej złowieszczy i okrutny. – Po co mu jesteś? Skoro do niczego się nie nadajesz? Nie potrafisz nawet uratować tego, co kochasz. – Śmiech, sadystyczny, paskudny śmiech wypełnił twój umysł, a ty pragnęłaś jednego, by przestał. By przestał się śmiał. I wtedy się obudziłaś…byłaś blada, osłabiona i cała w dreszczach. Niedaleko chrapał twój ojciec.
Jak się później okazało jedynymi, który nie mieli tej nocy koszmarów był Keldan, Nasten i Nauriel, ponieważ tylko oni z rana wyglądali na wypoczętych.. Ludzie poczęli gadać między sobą, o tym, co im się śniło, a z każdym wypowiedzianym słowem sytuacja stawała się, co raz bardziej napięta.

Łowcy powrócili niedługo po tym jak ludzie zebrali się do kupy i byli gotowi do wymarszu, a nad szybkością i sprawnością wszystkiego czuwał sam Nomolos, ciesząc się teraz pięknymi worami pod oczami. Najwyraźniej również i on miał problemy ze zaśnięciem.
-Mamy informacje!
-No to gadać! – Krzyknął krasnolud przecierając jedno z oczu.
-Droga do ruin jest dość trudna, mocno zalesiona, ale znaleźliśmy dobry skrót, przez który przejadą wozy. W okolicy na pewno jest smok, znaleźliśmy trochę odchodów smoczych, łusek i gnatów. Większość bardzo stara, w tym kości ludzkie.
-No nic. Zbieramy się kurna! Ruchy, ruchy! Smok sam się nie zabije. – Wyruszyliście, a zebrane informacje się potwierdziły. Parę godzin drogi krętymi, leśnymi ścieżkami zaprowadziły was niedaleko ruin świątyni, która przeżyła już swoje. W ścianie ruin znajdowała się spora dziura, wystarczająco duża, aby przeszedł przez nią smok.
-Zbliżamy. Tylko powoli! Następnie przygotować teren, balisty, pociski…ruchy jasna mać! – nie krzyczał, nie chciał ryzykować. Już sprzyjał im los, gdyż wiatr wiał w ich kierunku. Od tej strony, której staliście było o wiele mniej drzew i roślinności, jakby powstał tutaj mały placyk. Ruiny były stare, porośnięte mchem i bluszczem, bardzo popękane. Zbierały się deszczowe chmury, lecz bez bycia druidem wiedzieliście, że do ulewy daleko. 


Zapisane

Głupich nie sieją, sami się rodzą
Karsus
Moderator
***
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 214

ID: 60


« Odpowiedz #46 : Czerwiec 23, 2010, 13:02:11 »

Keldan jeszcze przed świtem znalazł się we wiosce i zajął się przygotowaniami. Podejrzewał, że krasnal nie będzie dłużej czekał z atakiem na gada. Łowca bestii sprawdził cięciwę swojej kuszy oraz bełty, przygotowane specjalnie na tą okazję. Rapier najpewniej mu się nie przyda w starciu ze smokiem zdolnym spalić całą wioskę. Kiedy cała grupa wyruszyła pod wodzą krasnoluda, przesunął się na przód kolumny i starał się trzymać blisko Nomolosa. Był całkowicie wypoczęty i z lekkim zaskoczeniem odkrył, że nie może doczekać się rozstrzygnięcia wyprawy. Kiedy ujrzał zmasakrowaną wioskę w jego sercu zagnieździł się strach, który teraz jednak ustąpił miejsca ekscytacji, która zawsze towarzyszyła polowaniu. Być może to dzięki słońcu, stojącemu po ich stronie. Tak czy inaczej Keldan pewien był swoich umiejętności i miał nadzieję, że banda, którą skompletował krasnolud stanie na wysokości zadania.
Za każdym razem, kiedy napotykali jakieś oznaki bytności gada, łowca pochylał się i przyglądał się im uważnie, choć nic konkretnego z tego nie wynikało. Wszak podobne ślady zbadał już wcześniej. Mimo tego, jego myśli były całkowicie skoncentrowane na łowach. Zakon czy nie Zakon - nic nie mogło go rozproszyć. W gruncie rzeczy owa organizacja znaczyła dla niego tylko tyle, że może być trudno. Żadne inne odczucia nie towarzyszyły jego rozmyślaniom na jej temat.
Kiedy dotarli do ruin, zabójca potworów wysłuchał dokładnie instrukcji dowódcy. Jako że nie został w nich wyróżniony, ruszył w kierunku balist, aby zobaczyć czy wszystko jest gotowe, a kiedy upewnił się, że machiny są dobrze obsadzone znającymi się na rzeczy ludźmi, począł rozglądać się po okolicy. Chciał zorientować się jaką pozycję najlepiej będzie mu zająć i jak najlepiej zabezpieczyć się przed atakiem gada. Prawdę powiedziawszy oceniał również którędy najlepiej będzie się wycofać w razie niepowodzenia. Nie był tchórzem, ale ginąć bezsensownie nie zamierzał.
Zapisane

ID: 60
Strony: 1 2 [3] Do góry Drukuj 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2009, Simple Machines LLC Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!
Strona wygenerowana w 0.571 sekund z 18 zapytaniami.