siedzibą. Pogłoski mówiły nawet o całych rzędach nabitych na pal chłopów i członków upadłego klanu. Nieliczni, którzy przetrwali rzeź wspominając o okrucieństwie napastników i żelaznej dyscyplinie, tak rzadko spotykanej u przedstawicieli dzikich ras. Wydawać się może, że orkowie zaczynają się już zadomawiać w królestwie. Niedobitki Wilków trafiły pod komendę Kanclerza Atuana, który wraz z Milczącymi w Ciszy rozpoczął kontrofensywę. "Duch", dowodzony przez Kapitan Yaevinn, wypłynął na morze i stawił opór niezbyt dobrze rozwiniętej marynarce zielonych. Również naziemne wojska klanu ruszyły na wschód. Pierwsze zwycięstwo w wojnie miało miejsce niedaleko Portu Jafic. Niewielki oddział orków został rozbity przez siły Milczących, a Przystań zabezpieczona. Choć była to zaledwie potyczka, niewątpliwie przyniosła nadzieję, która zaczynała już opuszczać Devortis. Jednocześnie samotna akcja Milczących świadczyć może o nietrwałości koalicji, która miała się zawiązać z inicjatywy Zakonu Cienia. Tajemnicza śmierć jednego z przywódców tej organizacji również podważyła jej autorytet. Po utracie Floty, mroczni Mistrzowie nie mogą sobie pozwolić na kolejne potknięcie. Szczególnie, że powstają kolejne stowarzyszenia, mające na celu walkę ze złem. Samo królestwo wydaje się już otrząsać z szoku, jakim był deszcz meteorów i wybuch wojny. Z wewnętrznymi zagrożeniami coraz lepiej radzą sobie najemnicy z Bonum Numen Mali i coraz mniej mieszkańców szuka schronienia w Twierdzy Callus. W karczmie spotkać można dobrze bawiących się ludzi, a nawet hazardzistę, który cieszy się niemałym zainteresowaniem. Apokalipsa odeszła w niepamięć, a alkohol leje się tak samo jak zawsze."
(
Poprzednie wieści)
ioty u przechodniów. Przed zamkiem królewskim, równo o zachód słońca zatrzymał się orszak. W wielu punktach, w wielu miastach, ustawiono podobne. Każdy z nich zdobiony insygniami Zakonu Cienia. Ludzie spluwali na żołnierzy idących w owym orszaku, spluwali na sztandary jak i oficerów, wygrażali im, lecz Ci nie reagowali na to. Na głównym podeście, przed zamkiem królewskim w obstawie osmalonych ludzi, stała niewysoka postać, purpurowy postrzępiony płaszcz szczelnie ją zakrywał, podobnie jak jej odznaczenia i naszywki. Zebrany lud spoglądał z zaciekawienie, nienawiścią jak i złudną nadzieją.
Ludu Devrotis!
Melodyjny głos rozległ się pośród tłumu, był spokojny a zarazem nieco żywszy niż zwykle.
Dziś nawołuje was wszystkich do rozejmu, ja Imaralius Baenre, nawołuje cały lud Devortis do sojuszu, nawołuje wszystkie organizacje, klany i stowarzyszeni do powstania pod jednym sztandarem, sztandarem Devortis. W obliczu zagrożenia, przed jakim stoimy, nie ma nic gorszego niż bezczynność. Ta kraina to NASZA kraina, w tej sytuacji ni to Zakon, ni żadna inna organizacja nie jest w stanie poradzić sobie z zagrożeniem, przed jakim stoimy.
Każdy zdolny do walki: mężczyzna, chłop lub starzec, który ma na uwadze, dobro swoje jak i kraju winien się stawić w pobliżu starej kopalni, koło zakazanego traktu! Tam w Twierdzy Callus, ostatnim bastionie Zakonu Cienia zostanie zorganizowana obrona przed orkami, nadciągającymi w stronę Devortis. Nawołuje każdego do tego by pomógł w obronie NASZEJ ziemi! Dzisiejszego dnia ogłaszam, iż Zakon pragnie sojuszu z wszystkimi istotami krainy, porzućmy niesnaski jak i wszystkie spory na rzecz wyższego celu! Każdy obywatel i podróżnik, każda istota otrzyma wikt i opierunek w murach Twierdzy. Podziemne jaskinie pomieszczą tysiące istot. Żywność i świeża woda w dostatek tam! Jedyne, czego żądam, to tego byście stanęli do walki! Przyjmę każdego, gdyż taka jest wola mego Pana i moja...
Niech przywódcy wszystkich organizacji skontaktują się ze mną, wszyscy wojskowi i dowódcy wyślą gońców. Musimy obronić to, co nasze, to co... moje.
Ostatnie słowa wypowiedział wyjątkowo cicho, tak by jedynie najbliższa straż je usłyszała. Reakcje był różne, lecz jego słowa jednoznaczne. Wszystko było teraz w rękach śmiertelników."
(
Poprzednie przygody)